Prowadzenie 1:1 · masz mnie 7 dni w tygodniuChcesz zrzucić brzuch, mieć energię do wieczora i wejść w rytm, który nie rozpada się po cięższym tygodniu. Układam jedzenie, ruch, sen i weekend pod Twoje życie, a potem co tydzień sprawdzam, co działa i co trzeba zmienić.
Dla facetów 28-40, którzy zarabiają głową i nie odpuszczają weekendów. Trenujesz od lat, wracasz po przerwie albo dopiero zaczynasz.
Wypełniam diagnozę tygodnia →
2 minuty: jak wygląda tydzień pod moim okiem i kogo nie biorę.
Zaczyna się rano. Wstajesz na kawie, do 15:00 wrzucasz w siebie cokolwiek pod ręką, a wieczorem, kiedy w całej dobie zostało z Ciebie najmniej, decydujesz o jedzeniu.
Pizza o 22:30 to tylko miejsce, w którym cały dzień bez porządnego posiłku w końcu Cię dopada. Gdybyś zjadł jak człowiek o 14, wieczór wyglądałby inaczej.
Trzeci dzień w robocie na najwyższych obrotach, telefon się urywa. W głowie jedno: byle dotrwać do weekendu. Trening, który miał dziś być, odpuszczasz, bo na niego nie zostało już z Ciebie nic. Problem siedzi w tygodniu, który zjadł Cię, zanim zdążyłeś się przebrać.
Jest wieczór, jest ktoś, komu na Tobie zależy. A w Tobie nic. Po tygodniu na oparach ciało nie ma z czego. Mówisz, że jesteś zmęczony, i to prawda, tylko nie cała.
Z każdym „od poniedziałku" dopisujesz sobie ten sam dowód: znowu nie dowiozłem. Po latach najgorsze nie są kilogramy. Najgorsze jest to, że przestajesz wierzyć własnemu słowu.
Po drodze dochodzi wstyd, który wchodzi bokiem: przebieralnia na basenie, koszulka, która zostaje na Tobie w wodzie, zdjęcie grupowe, na którym ustawiasz się z tyłu.
Robota bierze z nich najwięcej, potem sen, a forma dostaje resztki. U mnie ten tydzień ląduje w całości: posiłki, treningi, sen, waga, energia, libido, wyniki z krwi. Szukam, gdzie zaczyna się sypać, zanim sam to poczujesz.
Ty tak nie żyjesz. Przy pierwszym gorszym tygodniu taki plan pęka, a Ty wpisujesz to na konto słabej woli.
Żaden z nich nie sprawdził też, co masz w środku, tylko strzelał na oko. U mnie kolejność jest inna:
Ponad 1200 facetów wypełniło moją diagnozę i wracają w niej te same zdania. Cytaty niżej są ich, nie moje.
Praca, sen, stres, weekend. Siedem dni.
Jeden element siada, reszta idzie w rozjazd.
Naprawiamy ten jeden element, zamiast dokładać kolejną rozpiskę.
Cztery obszary. Otwórz swój.
Mam niską energię i zjazdy w ciągu dnia, po południu zostaje ze mnie mokra szmata.
+Co robimy. Ten zjazd rzadko ma coś wspólnego z silną wolą. Bierzemy energię od podstaw: sen, jedzenie o właściwych porach, kroki, trening. Wraca też skupienie po południu, bo zarabiasz głową i to ona jest tu narzędziem pracy.
Co mierzymy co tydzień. Energię rano i po południu, godziny zjazdów, ile kawy naprawdę potrzebujesz.
Budzę się zmęczony, mimo że śpię normalnie, a jak polecę w weekend to nie śpię całą noc.
+Co robimy. Poprawiamy jakość snu przez wieczór, jedzenie, trening i to, co robisz po ciężkim weekendzie.
Co mierzymy co tydzień. Jak się budzisz, jakość snu i ile trwa powrót do formy po weekendzie.
Rano coraz częściej nie stoi, libido i motywacja leżą niżej niż powinny.
+Co robimy. Ruszamy libido przez sen, trening, jedzenie i suplementację pod badania z krwi, wszystko naraz, żeby miało z czego wrócić. Sylwetka idzie za tym: mniej tłuszczu, więcej mięśni, obwody i zdjęcia co tydzień (widzę je tylko ja).
Co śledzimy. Krew na wejściu i po drodze, a co tydzień poranne libido, obwody i wagę.
Apetyt i głód po weekendzie rozwala mi jedzenie, a przy ciężkiej pracy ciężko cokolwiek trzymać.
+Co robimy. Ustawiamy jedzenie tak, że głód nie każe Ci podjadać do późna, ani po imprezie, ani w tygodniu zawalonym robotą.
Co mierzymy co tydzień. Ile dni utrzymałeś plan, siłę głodu i ile razy stres albo impreza rozwaliła jedzenie.
Nie diagnozuję i nie leczę. Pracuję na jedzeniu, treningu, śnie, nawykach i suplementacji, a badania czytam po to, żeby nie strzelać w ciemno.
Dostajesz swój panel, budowany od zera pod Ciebie. Trening, jedzenie, sen, suple, badania i progres w jednym miejscu, zero szukania po mailach i plikach.
Tak u mnie wygląda słowo „prowadzenie".
Na start dostajesz rozpiskę 14 badań w dwóch pakietach, z instrukcją, kiedy je zrobić, żeby wyniki nie kłamały po mocnym weekendzie.
Co tydzień raportujesz 12 obszarów. W tym libido, trawienie i jasność głowy. Waga mówi, co się dzieje. Te liczby mówią, dlaczego.
Na każdy raport dostajesz pełną odpowiedź na piśmie, pod Twój tydzień. Ostatnio podopieczny wpisał białko na 70% celu. Policzyłem za niego: prawie każdy dzień miał powyżej celu. Sam się nie doceniał, liczby tak.
Plan nie jest wyryty w kamieniu. Zarwana noc, stres, weekend mocniejszy, niż planowałeś? Raportujesz to tak samo, bo słaby tydzień to też dane, a z danymi pracuję.
Współpraca 1:1
Wszystko w wiadomościach, bez umawiania się na sztywną godzinę. Patrzymy na cały tydzień, korygujemy na bieżąco.
Kiedy skończymy
Nadal trafi Ci się słaba noc, ciężki weekend, posiłek poza planem. Różnica: jeden gorszy dzień nie robi już z tygodnia czterech dni rozjazdu. Zostaje Ci mapa własnego tygodnia.
Publiczne oceny w Google, każda przy prawdziwym profilu. Wejdź i sprawdź każdego sam.
Współpracowałem przez 3 miesiące i mogę z czystym sumieniem polecić go każdemu. Schudłem 14 kg, ale co najważniejsze, nauczyłem się bardzo dużo o treningu i odżywianiu. Wszystko dopasowane indywidualnie, bez presji i bez magicznych metod.
Michał to osoba, której jak zaufasz poprowadzi ciebie na szczyt. Współpracując z nim udało mi się w 5 miesięcy zbudować 10 kg masy mięśniowej, co uważam za wielki sukces. Bez presji przygotuje ciebie pod cel, który sobie obierzesz.
Całe życie sceptycznie podchodzę do tych wszystkich coachy, trenerów. Ale na tyle zaprzyjaźniłem się z kontentem Michała, że postanowiłem spróbować. Pół roku, co mi szkodzi? Wydaję tyle w weekendy na imprezy.
„Pierwszy raz forma nie walczy z moim życiem. Dwa lata się odbijałem, a tu zaczęło wchodzić."
Posłuchaj go samego
Przed
Po
Przed
Po
Przed
PoTrzy z 180+ historii. Twarze zasłonięte na ich prośbę.
To zdania, które słyszę po drodze.
„Pierwszy weekend, po którym nie zacząłem w poniedziałek od zera."
Weekend przestał kasować tydzień„W końcu wiem, czemu o 22 ciągnęło mnie do lodówki. Latami myślałem, że jestem za słaby. Gówno prawda, to był rozjechany dzień."
Wiadomo, gdzie pękaszNie oceniam, co robisz w sobotę. Pytam co, ile i kiedy, i wpisuję to w plan. Alkohol rozwala Ci sen tak, że po ośmiu godzinach i tak wstajesz jak po czterech. Na taki weekend mam gotowe ruchy: jedzenie, sen i następny dzień.
Nie imprezujesz? U mnie weekend to każde wybicie z rytmu: wyjazd, wesele, delegacja. Ta sama robota.
Niedziela, 9:30, po mocnej sobocie
Wiesz, co wrzucić w siebie i jak ustawić dzień, żeby głowa wróciła szybciej, a nie leżała do wtorku.
Wybór „życie towarzyskie albo forma"
Znika. Wychodzisz z ekipą, robisz swoje, a forma i tak idzie do przodu.
Na typowe sytuacje mam gotowe, nazwane instrukcje: wieczór przed wyjściem, wyjazd służbowy, dzień po dwóch godzinach snu i powrót do rytmu w 24 godziny zamiast trzech dni rozjazdu.
Jedno i drugie widziałeś sto razy i dalej stoisz w miejscu.
Plan to najmniejsza część roboty. Reszta to decyzje w trakcie tygodnia, kiedy życie przestaje pasować do kartki. I za to płacisz.
Uczę Cię: składać posiłek w kilka minut z tego, co masz pod ręką, i wybierać na mieście bez pudełka przy ludziach.
Uczę Cię: robić krótki trening, który buduje, bo liczy się bodziec i konsekwencja. Wchodzisz, robisz swoje, wychodzisz.
Uczę Cię: ustawiać minimum na tydzień, w którym mało śpisz, żeby gorszy sen nie kasował całej roboty.
Uczę Cię: wychodzić tak, żeby w poniedziałek nie dochodzić do siebie trzy dni.
Nie „jak tam poszło". Konkret: gdzie się posypało. Sen, praca, weekend, za ciężki trening, jeden gorszy dzień, po którym zniknąłeś.
Do tego: panel badań krwi na start, suplementacja tylko pod to, co pokazuje Twoja krew, i ja w wiadomościach 7 dni w tygodniu. Zamiast „więcej dyscypliny" dostajesz sposób na tę jedną godzinę, w której do tej pory odpadałeś.
Jak się nie łapiesz, lepiej dla nas obu, że dowiemy się teraz.
„Próbowałem już wszystkiego. Trenerzy, plany, ebooki. Czemu akurat u Ciebie ma wejść?"
Bo z tych wszystkich prób zostaje mapa tego, co u Ciebie nie zadziałało. Zaczynam od niej, nie od zera, i nie powtarzam błędów, które już masz za sobą.
Masz dość zaczynania od zera, umiesz działać, jak dostaniesz konkretny kierunek, i wolisz raz naprawić swój tydzień, niż piąty rok powtarzać „od poniedziałku".
Ten rachunek nie przychodzi na konto, więc łatwo go olać. Płacisz go w innej walucie: kolejny rok w tym samym miejscu.
Pół roku roboty 1:1 kosztuje więcej niż plik z neta. Nie udaję, że jest inaczej.
Personalny rozlicza Cię z treningów, dietetyk z kalorii, ja z całego tygodnia. Płacisz za to, żeby słaby dzień został zauważony, zanim zrobi się z niego słaby miesiąc.
Łatwiej powiedzieć „muszę znaleźć lepszy plan", niż przyznać: „od miesięcy nie dowożę tego, co sam sobie obiecuję". Z pierwszym nic nie zrobisz. Z drugim pracuję na co dzień.
Miesięcznie
1 600–2 000 zł × pół roku, zależnie od zakresu roboty.
Z góry
8 400–10 500 zł za całość. Dokładną kwotę znasz po diagnozie, zanim cokolwiek zdecydujesz.
Badania
300–500 zł po Twojej stronie, w zwykłej sieciówce, poza ceną prowadzenia.
Raty
Idą równo, bez balonu na końcu i bez dopłat. Obsługuje je operator płatności, więc nie podpisujesz nic prywatnie ze mną.
Pierwszy miesiąc
Sprawdzasz mnie w praktyce: zero ruchu w śnie, energii albo wadze, oddaję całą wpłatę. Dalej: 180 dni na twardy wynik albo zwrot, zasady publiczne: /zasady.
Nie masz jak z góry sprawdzić, czy zagra, więc nie musisz wierzyć mi na słowo.
Pierwsze 30 dni: ruch albo zwrot.
Zero ruchu w śnie, energii albo wadze przez pierwszy miesiąc? Piszesz jedno zdanie i oddaję całą wpłatę. Masz miesiąc, żeby sprawdzić mnie w praktyce.
Dalej: 180 dni na twardy wynik albo zwrot.
Trzymasz swoją stronę (raporty co tydzień, plan), a wynik stoi w miejscu? Oddaję całą wpłatę. Co bierzemy za sukces i na jakich zasadach, spisujemy na wejściu. Dostajesz to na piśmie, zanim zapłacisz złotówkę, żeby nie było miejsca na „mnie się wydaje, że nie działa".
Czego nie obiecuję.
Nie obiecuję kraty w osiem tygodni, bo to marketing, nie fizjologia. Nie obiecuję, że zrobię to za Ciebie: raport i trening są po Twojej stronie. Obiecuję kierunek na każdy tydzień i to, że w gorszy dzień masz do kogo napisać.
Co ja w tym ryzykuję.
Pół roku swojej roboty i zwrot, jak nie dowiozę. Gdybym rozdawał plany, które nie działają, oddawałbym kasę w kółko. Dlatego dobieram, kogo biorę.
Pełne zasady, gwarancja i warunki rezygnacji → /zasady
Publiczne, spisane wprost. Przeczytaj przed, nie po.
Podpisuję to imieniem. Michał.Dlatego robimy to pod dni bez czasu, z wersją minimum na najgorsze z nich.
Uczciwa obawa. Dlatego nie robimy planu pod idealnego Ciebie z poniedziałku, tylko pod prawdziwego Ciebie z pracą, stresem i weekendem.
Pękasz nie na rozmowie raz w miesiącu, a w środę o 22:30 i w sobotę wieczorem. Jestem w wiadomościach dokładnie w tych momentach.
Nie. Układam trening pod to, co masz: siłownia, hantle w domu albo sam ciężar ciała na start. Jak masz dostęp do sprzętu, wyciągamy z tego więcej.
Zostaje między nami, w wiadomościach, bez oceniania. Piszesz jak jest: ile, co, kiedy. Im mniej ściemniasz, tym lepszy plan dostajesz.
Tamten sprzedaje rozpiskę i podsumowanie raz w tygodniu. U mnie rozpiska to pierwszy dzień, nie cały produkt. Reszta to decyzje na podstawie Twoich danych, badań krwi i kontekstu tygodnia. Dlatego kosztuje więcej. Płacisz za decyzje w trakcie, kiedy tańsze kończy się na pliku.
Odchudzanie się przed trenerem to jak sprzątanie przed sprzątaczką. Przychodzisz dokładnie z tym brzuchem i z tymi wynikami, one są punktem startu, nie egzaminem.
Da się, tylko mów o tym wprost. Nie odstawiam Ci leków i nie wchodzę w rolę lekarza. Układam jedzenie, trening i sen wokół tego, co bierzesz.
Odwrotnie. Cała robota idzie w to, żebyś prowadził się sam. Chcesz zostać dłużej, spoko, ale nie musisz.
Jak coś nie wchodziło, słyszałem to samo co Ty: za mało chcesz. Wygodne zdanie, bo zdejmuje winę z trenera i wiesza ją na facecie, który płaci. Dziś wiem, że jest za płytkie.
9 lat przy tym · 180+ facetów 1:1 do końca · działasz ze mną, nie z asystentem
Zapłaciłem za programy u pięciu trenerów z „topki". Prawie dwa lata po drugiej stronie ekranu, jako ich podopieczny.


Zanim wyślesz cokolwiek, możesz mnie sprawdzić za darmo: setki rolek i godziny gadania na Instagramie. Tam i tu gada ten sam facet.
Te same niedziele bez napędu. Te same piątki, po których dochodzisz do siebie do środy. Ta sama „od poniedziałku”, coraz cichsza, i to samo ciche godzenie się, że tak już masz. Albo jedziesz w tym kółku dalej, albo raz sprawdzasz, gdzie ono się zaczyna.
Pytanie tylko, ile energii, wieczorów i wiary w siebie oddasz po drodze, jeśli dalej będziesz zgadywał.
Czytam je sam, a miejsc mam tyle, ile raportów dam radę przejść od deski do deski. Dlatego części facetów odmawiam.
Odpowiedzi czytam tylko ja. Nie trafiają do żadnego zespołu ani listy wysyłkowej i nie zapisujesz się przez nie na nic.
Formularz się nie ładuje? Otwórz ten sam formularz w nowej karcie.
Doczytałeś tu i dalej coś Cię blokuje? Nie wypełniaj na siłę. Napisz to jedno pytanie wprost na @hantleitalerz, odpowiem konkretnie, bez wciskania.

⤢ powiększ
⤢ powiększ
⤢ powiększ
⤢ powiększ