Zjazd po południu to efekt kawy rano zamiast białka i rozjechanego rytmu dobowego.

Łączę sylwetkę, energię, sen, apetyt i trening w jeden system dopasowany do Twojej pracy, wyjazdów i weekendów. Co tydzień znajduję miejsce, w którym tracisz ster, i koryguję je, zanim jeden gorszy dzień zje miesiąc.
Wieczorne jedzenie to finał dnia, nie jego początek. Rozłóżmy jeden zwykły dzień na godziny.
Większość planów zakłada idealny tydzień bez wyjazdów, trudnych dni i gorszego snu. Kiedy wraca prawdziwe życie, plan pęka, a Ty zaczynasz od nowa.
Sześć połączonych obszarów. Ruszysz jeden, reszta się przesuwa. Kliknij, żeby zobaczyć powiązanie.
Głęboki sen ustawia wrażliwość na insulinę i to, jak mocno ciągnie na słodkie następnego dnia.
Zjazd po południu to efekt kawy rano zamiast białka i rozjechanego rytmu dobowego.
Wieczorny ciąg na węglowodany to biologiczny rachunek za dług energetyczny z dnia.
Dopasowany do zmęczenia. W ciężkim tygodniu włącza się automatyczny Tryb Minimum.
Im więcej decyzji w pracy, tym mniej głowy na wieczór. Plan musi to zakładać.
Protokół niedzielny po wyjeździe albo imprezie. Wracasz do rytmu bez głodówki.
Codziennie wpisujesz sen, energię, trening i wagę. Około 5 minut z telefonu. Czytam to osobiście i raz w tygodniu wskazuję jedną rzecz do zmiany.
Żaden plan nie jest dobry na starcie. Dobry staje się po kilku obrotach tej pętli, kiedy widać, gdzie realnie pękasz.
Diagnoza i panel krwi. Widzę Twój tydzień taki, jaki jest naprawdę, a nie taki, jaki miał być na papierze.
Znajdujemy miejsce, w którym tydzień się sypie. Zwykle to nie ten moment, który obwiniasz.
Wchodzi system minimum i jedna korekta, nie dwadzieścia zasad naraz. Coś, co utrzymasz też w gorszym tygodniu.
Po tygodniu patrzymy, co ruszyło. Działa, zostaje. Nie działa, korygujemy dalej, zamiast zaczynać od zera.
Z każdym obrotem coraz częściej sam wiesz, co zrobić z gorszym dniem. To cel: system, który zostaje w Tobie, nie zależność ode mnie.
Twarze zasłonięte na ich prośbę. Liczy się to, co realnie się zmieniło, nie poza do zdjęcia.
6 miesięcy
5 miesięcy
4 miesiące„Schudłem 14 kg, ale co najważniejsze, nauczyłem się bardzo dużo o treningu i jedzeniu. Wszystko dopasowane indywidualnie, bez presji i bez magicznych metod.”
„Udało mi się w 5 miesięcy zbudować 10 kg masy mięśniowej. Bez presji przygotuje ciebie pod cel, który sobie obierzesz.”
„Całe życie sceptycznie podchodzę do tych wszystkich coachów, trenerów. Ale na tyle zaprzyjaźniłem się z kontentem Michała, że postanowiłem spróbować. Pół roku, co mi szkodzi?”
53 oceny 5.0 na Google, każda podpisana imieniem i nazwiskiem.
Bartek, 34, przez pierwsze pięć tygodni miał wagę w miejscu. W tym czasie pas zszedł o rozmiar, a na hantlach dźwigał już trzy razy tyle co na starcie. Waga ruszyła ostatnia. Tak to zwykle idzie.
Zjazd o 14:00 przestaje być stałym punktem dnia. Łeb wraca do roboty na kilka godzin.
Lodówka o 22:30 staje się normalnym posiłkiem, nie finałem dnia.
Po wyjeździe wracasz do rytmu w jeden dzień, nie w pół tygodnia.
Decyzje domyka system, nie chwilowa motywacja. Mniej szarpania przy każdym posiłku.
To nie jest leczenie i nie zastępuje lekarza. Pracuję nad jedzeniem, treningiem, snem i nawykami. Wyniki badań czytam po to, żeby nie strzelać w ciemno.



Zapłaciłem za programy u pięciu trenerów z topki i prawie dwa lata siedziałem po drugiej stronie, jako ich podopieczny. Każdy dawał plan i znikał na weekend. Wtedy zrozumiałem, że plan bez kogoś, kto patrzy na cały tydzień, to za mało.
Kiedyś też myślałem, że brak formy to brak charakteru. Dziś wiem, że to najczęściej rozjechany tydzień, którego nikt nie pomógł poskładać. Pracuję nad jedzeniem, treningiem, snem i nawykami. Diagnozę i leczenie zostawiam lekarzowi.
Różnica między poziomami nie leży w liczbie materiałów, tylko w tym, jak często zaglądam w Twój tydzień i jak szybko koryguję kierunek.
Dla faceta, który sam wdraża ustalenia, ale potrzebuje spojrzenia z zewnątrz na cały tydzień.
Kiedy tydzień jest zmienny, dużo wyjazdów i potrzeba rozszerzonej diagnostyki.
Przy rozszerzonej diagnostyce i bardzo zmiennym tygodniu pełne 1:1 dochodzi do 3000 zł. Dokładną kwotę pod Twój przypadek dostajesz na piśmie po diagnozie, zanim cokolwiek zapłacisz. Rozliczenie miesiąc do miesiąca, raty równo przez pół roku, bez balonu na końcu.
Przez pierwszy miesiąc poznajesz mój sposób pracy, a sen, energię i wagę wpisujesz co tydzień w panel. Jeśli żaden uzgodniony wskaźnik nie drgnie, piszesz jedno zdanie, a ja oddaję całą wpłatę.
Trzymasz swoją stronę, a po pół roku uzgodniony wynik stoi w miejscu? Oddaję całą wpłatę. Definicję sukcesu spisujemy na wejściu, dostajesz ją przed płatnością.
Czego nie obiecuję: kraty w osiem tygodni ani cudów. Nie diagnozuję i nie leczę. Badania krwi robisz sam w sieciówce, koszt koło 300 do 500 zł jest po Twojej stronie. Zdjęcia sylwetki widzę tylko ja.
Wypełnij diagnozę tygodnia. Zobaczę, gdzie realnie pękasz, i powiem wprost, czy mogę pomóc i który format ma sens. Czasem najuczciwsza odpowiedź to „jeszcze nie ten moment”, i taką też usłyszysz.