MichałProwadzenie 1:1 · 6 miesięcy · nabór otwarty

W robocie dowozisz. Nad sobą co tydzień zaczynasz od nowa. W 6 miesięcy forma, której nie kasuje Ci ani jeden weekend.

Albo oddaję całą kasę.

Znajdę ten jeden moment, w którym co tydzień wszystko Ci się sypie, i naprawimy właśnie jego, nie kolejną rozpiskę.

Dla facetów 28-40, którzy ogarniają robotę i życie, a formę odbijają od każdego poniedziałku.

Sprawdź, gdzie pęka Twój tydzień →
14 pytań. Zero płacenia, zero dzwonienia. Czytam sam i w dobę mówię wprost, czy to w ogóle ma sens.
180+podopiecznych
53× 5.0 na Google
9lat pracy
300+paneli krwi
Michał

Pierwszy krok · nic nie płacisz, do niczego się nie piszesz

Wiesz już, że problem siedzi w tygodniu. Reszta strony to dowody.

Jeśli już czujesz, że problem siedzi w Twoim tygodniu, energii, głowie do roboty, hormonach albo weekendach, wypełnij 14 pytań. Reszta strony jest dla tych, którzy chcą doczytać, jak to działa.

Po odpowiedziach piszę wprost: wchodzimy, najpierw inny krok, albo to nie ten moment.

Wypełnij diagnozę tygodnia →
2 min · jak to wygląda

Dwie minuty. Bez owijania.

Odtwórz · 2 min
Twój dzień

To nie zaczyna się od pizzy o 22:30.

Zaczyna się rano. Wstajesz na kawie, do 15:00 wrzucasz w siebie cokolwiek pod ręką.

Cały dzień w robocie spięty na maksa. Wracasz do domu wykończony, nic już w Tobie nie zostaje.

I dokładnie wtedy, kiedy w całej dobie zostało z Ciebie najmniej, decydujesz o jedzeniu.

Myślisz, że problem to jedzenie. Ale pizza o 22:30 to tylko miejsce, w którym cały dzień bez porządnego posiłku w końcu Cię dopada. Gdybyś zjadł jak człowiek o 14, wieczór wyglądałby inaczej.

A z każdym „od poniedziałku" dopisujesz sobie ten sam dowód: znowu nie dowiozłem.

Po latach najgorsze nie są kilogramy. Najgorsze jest to, że powoli godzisz się na słabszą wersję siebie i przestajesz wierzyć własnemu słowu.

Czwartek, 14:30

Trzeci dzień w robocie na najwyższych obrotach, telefon się urywa. W głowie jedno: byle dotrwać do weekendu. Trening, który miał dziś być, odpuszczasz, bo na niego nie zostało już z Ciebie nic. Problem nie leży w treningu, tylko w tygodniu, który zjadł Cię, zanim zdążyłeś się przebrać.

Niedziela, 11:00

Wstajesz ciężki po sobocie, głowa nie rusza, nawet kawa już nie stawia Cię na nogi. Przelatuje myśl: od jutra się ogarnę. Poniedziałek jeszcze nie nadszedł, a Ty już dopisujesz sobie ten sam wpis co zawsze. Znowu odkładasz życie na wersję siebie, która dopiero ma nadejść.

Środa, 22:40

Napięcie z całego dnia dalej siedzi Ci w barkach. Otwierasz lodówkę nie z głodu, tylko żeby to z siebie zdjąć. Wiesz, że nie chodzi o jedzenie. Ale w tej chwili to jedyny sposób, żeby to z siebie od razu zdjąć.

Jak co tydzień lądujesz w tym samym miejscu, żadna rozpiska tego nie ruszy. Trzeba zobaczyć, w którym dniu i o której godzinie tydzień Cię rozkłada.
Zanim policzysz kalorie

Możesz mieć w dupie kratę na brzuchu. Gorzej, jeśli masz w dupie to, co ona po cichu z Ciebie zabiera.

Życie nie rozpada się z hukiem. Przecieka po tygodniu. Trochę mniej energii, trochę więcej brzucha, trochę więcej telefonu w ręce zamiast roboty, trochę mniej wiary, że jesteś facetem, który dowozi.

Nie masz problemu z ambicją. Masz decyzje, plany i większą grę do rozegrania. Tylko one codziennie przegrywają z ciałem, które od rana jedzie na oparach. Odkładasz nie dlatego, że brak Ci charakteru. Odkładasz, bo wracasz pusty, niedospany i rozbity, a na tym paliwie nie rusza nic.

Miesiące lecą, a schemat ten sam. „Od poniedziałku” brzmi z każdym razem ciszej, nawet dla Ciebie. Gasisz światło, chowasz brzuch, mniej zostaje Cię dla ludzi, na których Ci zależy. Jedno wyjście w piątek kosztuje Cię pół następnego tygodnia z podłogi.

Najgorsze nie jest to, że raz odpuściłeś. Najgorsze, że powoli się do tego przyzwyczajasz. Zaczynasz traktować słabszą wersję siebie jak swoją domyślną.

Nie jesteś przegrany. Za długo tolerujesz tydzień, który po cichu robi z Ciebie słabszą wersję siebie. To się da odkręcić, tylko najpierw trzeba zobaczyć, w którym miejscu ten tydzień pęka.
Rozpoznajesz siebie

Przeczytaj tę listę i policz, ile razy pomyślisz kurwa, dokładnie tak mam.

Ponad 1200 facetów wypełniło tę diagnozę i za każdym razem wracają te same zdania. To ich słowa, nie ogólniki zza biurka. Nie diagnozuję i nie leczę. Pokazuję, z czym ruszamy, po ludzku, jeżeli któreś z tych zdań to Ty.

„Mam zjazdy w ciągu dnia, po południu padam."

Układamy sen, jedzenie i dzień tak, żeby energia trzymała od rana do wieczora, bez zapaści po obiedzie.

„Do południa robię, po obiedzie nie skupię się na robocie, a z niej żyję."

Stabilizujemy głowę pod pracę, żebyś zarabiał głową też po 14, nie tylko w porannym oknie.

„Budzę się zmęczony, mimo że śpię normalnie."

Poprawiamy regenerację przez sen i wieczór, żebyś wstawał wyspany, nie rozbity po ośmiu godzinach.

„Rano coraz częściej nie stoi, libido leży."

Podnosimy libido i wolny testosteron przez sen, hormony, trening i jedzenie, wszystko mierzone z krwi. Nie zgadujemy.

„Objadam się po weekendzie i jedzenie się sypie."

Wyciszamy objadanie po imprezie i ustawiamy jedzenie tak, że jeden wieczór nie kasuje całego tygodnia.

„Nagradzam się melanżami, a weekend rozwala mi tydzień."

Ogarniamy weekend mądrze, żeby jedno wyjście kosztowało Cię dzień, nie pięć z podłogi.

„Trenuję konsekwentnie, a sylwetka stoi w miejscu."

Znajdujemy, gdzie jest zator, i ruszamy rekompozycję, aż widać robotę na zdjęciach i w liczbach.

„Unikam lustra i czuję się słabo we własnym ciele."

Zmieniamy ciało tak, żebyś przestał chować się przy ludziach, na których Ci zależy, i wchodził do pomieszczenia wyprostowany.

To nie objawy wymyślone przy biurku. To realne odpowiedzi z formularza, który wypełniasz przede mną.

30 sekund

W którym momencie tygodnia najpierw odpadasz?

Tapnij. Zobacz, co pod tym siedzi.

Prawda, której trener Ci nie powie

Na Twoją formę nie pracuje plan. Pracuje cały tydzień. I większość tego tygodnia gra przeciwko Tobie.

Jeden element pęka, a reszta nadrabia chaosem. Po cichu, dzień po dniu, aż w piątek zwalasz to na siebie.

A pękł Ci mechanizm, nie charakter.

Twój tydzień

Praca, sen, stres, weekend. Siedem dni, nie jedna godzina na sali.

Tu pęka

Jeden element siada, reszta nadrabia chaosem. Zwykle sen albo weekend.

Ruszamy u źródła

Naprawiamy ten jeden element, nie dokładamy kolejnej rozpiski.

01
Energia i napęd

Mam niską energię i zjazdy w ciągu dnia, po południu zostaje ze mnie mokra szmata.

Co robimy. Bierzemy energię od podstaw: sen, jedzenie o właściwych porach, kroki, trening i regenerację. Wycinamy zapaść po obiedzie zamiast łatać ją kawą co dwie godziny.
Co mierzymy co tydzień. Poziom energii rano i po południu w skali, godziny największych zjazdów, jakość snu i ile kawy naprawdę potrzebujesz.

02
Głowa i skupienie

Do południa robię, po obiedzie głowa siada i nie skupię się na robocie, a z niej żyję.

Co robimy. Zbieramy sen, cukier we krwi i rytm dnia tak, żeby głowa cięła ostro też po południu. Zarabiasz głową, więc traktujemy ją jak narzędzie pracy. To był drugi najczęstszy ból w diagnozie, a nikt o nim głośno nie gada.
Co mierzymy co tydzień. Ile godzin dziennie ciągniesz na pełnej głowie, o której siada i ile razy w tygodniu odpłynąłeś w prokrastynację.

03
Sen i regeneracja

Budzę się zmęczony, mimo że śpię normalnie, a jak polecę w weekend to nie śpię całą noc.

Co robimy. Poprawiamy jakość snu i regenerację przez wieczór, jedzenie, trening i to, co robisz po ciężkim weekendzie. Mniej rozbicia rano, głębszy sen w nocy.
Co mierzymy co tydzień. Jak się budzisz w skali, długość i jakość snu, ile razy wstajesz w nocy i ile trwa powrót do formy po weekendzie.

04
Libido i testosteron

Rano coraz częściej nie stoi, libido i motywacja leżą niżej niż powinny.

Co robimy. Podnosimy libido i wolny testosteron przez sen, hormony, regenerację, trening, jedzenie i suplementację dobraną pod badania z krwi. Nie diagnozuję i nie leczę, ustawiam warunki, w których to wraca, i wspieram wszystkimi dźwigniami naraz.
Co mierzymy co tydzień. Wolny testosteron, SHBG i inne markery z panelu na wejściu i w trakcie, poranne libido i chęć na życie w skali tydzień do tygodnia.

05
Apetyt i jedzenie

Apetyt i głód po weekendzie rozwala mi jedzenie, a przy ciężkiej pracy ciężko cokolwiek trzymać.

Co robimy. Ustawiamy jedzenie tak, że głód przestaje Tobą rządzić, też po imprezie i w tygodniu pełnym roboty. Wyciszamy objadanie zamiast walczyć z lodówką silną wolą. Jedzenie pod Twoją robotę, nie plan dla kogoś z etatem 9-17.
Co mierzymy co tydzień. Ile dni utrzymałeś plan w tygodniu i w weekend, siłę głodu w skali i ile razy weekend albo stres rozwalił jedzenie.

06
Sylwetka i pewność siebie

Trenuję, ale sylwetka stoi, i coraz mniej chce mi się patrzeć w lustro.

Co robimy. Znajdujemy, gdzie stoi rekompozycja, i ruszamy ją: mniej tłuszczu, więcej mięśni, z jedzeniem i krwią w tle. Zmienia się sylwetka, zmienia się to, jak siebie widzisz i jak wchodzisz do pomieszczenia.
Co mierzymy co tydzień. Obwody, wagę, siłę na kluczowych bojach, zdjęcia sylwetki co tydzień i to, czy przestajesz unikać lustra.

Suplementacja u mnie to nie „weź to, bo wszyscy biorą". To adaptogeny na kortyzol, wsparcie testosteronu i snu, dobrane pod to, co pokazuje Twoja krew. Nic na wyrost, nic z reklamy.

Nie diagnozuję i nie leczę. Pracuję na jedzeniu, treningu, śnie, nawykach i suplementacji, a badania czytam po to, żeby nie strzelać w ciemno.

Mój wyróżnik

Każdy trener każe Ci odpuścić weekend. Ja go biorę w plan.

Alkohol w sobotę, nieprzespana noc, wyjazd, używki na wyjściu. To nie znika, bo ktoś w rozpisce dopisał „unikać". Więc nie udaję, że tego nie ma. Biorę to w robotę i uczę Cię przez to przechodzić, nie rozwalając sobie całego tygodnia.

Jako jeden z niewielu w Polsce ustawiam formę wokół Twojego weekendu, nie przeciw niemu. Znam się na zbijaniu skutków alkoholu, stymulantów i zarwanych nocy, bo sam tak żyję i moi podopieczni też.

Niedziela po mocnej sobocie

Wiesz, co wrzucić w siebie i jak ustawić dzień, żeby głowa wróciła szybciej, a nie leżała do wtorku.

Poniedziałek po wyjściu

Nie ssie Cię na słodycze i śmieci przez trzy dni. Apetyt wraca do normy, zamiast Tobą rządzić.

Zjazd, który zwykle kładł Ci wtorek

Energia nie pada na łeb po weekendzie. Wracasz do roboty na pełnych obrotach, nie na rezerwie.

Trening po imprezie

Regeneracja idzie szybciej, więc wracasz na siłownię w kilka dni, nie odpuszczasz całego tygodnia.

Niedzielny dół i lęk po alkoholu

Mniej kaca-głowy i gorszego nastroju następnego dnia. Niedziela przestaje być dniem straconym.

Wybór „życie towarzyskie albo forma"

Znika. Wychodzisz z ekipą, robisz swoje, a forma i tak idzie do przodu.

Co to za sztuka zrobić formę, zamykając się w domu na ryżu z kurczakiem. Sztuka to ogarnąć to, żyjąc normalnie, wychodząc do ludzi. Tego Cię uczę.
Protokół powrotu po weekendzie to jedna z tych rzeczy, których nie znajdziesz w żadnej rozpisce z neta. Konkretny ruch na niedzielę i poniedziałek, żeby jedno wyjście nie kosztowało Cię pół tygodnia z podłogi.
Czego u mnie nie dostaniesz

Sam jadłospis albo sam plan treningowy? Tego u mnie nie dostaniesz.

Jedno i drugie widziałeś sto razy i dalej stoisz w miejscu. Bo to połowa roboty sprzedawana jako całość.

Cztery drogi do tego samego celu. Trzy widzą wycinek. Jedna widzi całe Twoje siedem dni.
Co dostajesz naprawdęGotowy plan z netaTrener od samej technikiAppka licząca kalorieJa · pełne 1:1
Widzi cały Twój tydzień, nie sam trening×××
Koryguje po gorszym dniu, zanim znikniesz na miesiąc×tylko na sali×
Ma plan na weekend i wyjścia, nie „od poniedziałku"×××
Wie, czemu o 22:30 jesz z napięcia, nie z głodu××liczy, nie tłumaczy
Bierze pod uwagę sen, stres i energię w dzień×czasem×
Uczy Cię prowadzić siebie samego po pół roku×××to zostaje
Gotowy plan z neta
  • Nie widzi Twojego tygodnia
  • Zero korekty po gorszym dniu
  • Zero planu na wyjścia
  • Martwa kartka, porzucisz ją w trzecim tygodniu
Trener od samej techniki
  • Widzi godzinę z siedmiu dni
  • Koryguje tylko na sali
  • Weekend i wyjścia poza zasięgiem
  • Sen i stres go nie obchodzą
Appka licząca kalorie
  • Policzy Ci kalorie
  • Nie powie, czemu odpadłeś
  • Zero kontekstu weekendu
  • Liczy, nie tłumaczy
Ja · pełne 1:1 6 miesięcy
  • Widzę cały Twój tydzień, nie sam trening
  • Koryguję po gorszym dniu, zanim znikniesz
  • Mam plan na weekend i wyjścia
  • Wiem, czemu o 22:30 jesz z napięcia
  • Uczę Cię prowadzić siebie po pół roku
Gotowy plan widzi kalorie. Inny trener widzi, czy zrobiłeś trening. Ja widzę, czemu w czwartek o 22:30 odpadłeś. I to jest cała różnica, za którą się płaci.
A drogi trener 1:1, z którym naprawdę mnie porównujesz? Większość da Ci gotową rozpiskę od ręki, ja najpierw proszę o Twój panel krwi. Większość trzyma Cię na kasie w nieskończoność, ja uczę Cię prowadzić siebie, żebyś po pół roku mnie nie potrzebował. Zapytaj dziesięciu trenerów, ilu przed rozpiską poprosi Cię o wolny testosteron i kortyzol.
Za co dokładnie płacisz

Rozpiskę pobierzesz w minutę za darmo. Płacisz mi za to, co robię obok niej.

Plan to najmniejsza część roboty. Reszta dzieje się między kartką a Twoim tygodniem, i to za to płacisz. Pod każdym punktem masz wprost: co dostajesz i co z tego zostaje, kiedy już się nie widzimy.

01

Jedzenie pod Twój dzień, nie pod idealny tydzień z reklamy

Jak lecisz na kawie i dwóch przypadkowych posiłkach, nie zaczynamy od „jedz mniej", tylko od tego, żeby wieczór przestał być polem bitwy.
Uczę Cię: składać posiłek, który poprawia formę, w kilka minut z tego, co masz pod ręką, i wybierać na mieście tak, żebyś nie musiał wyciągać pudełka przy ludziach.

02

Trening, który wchodzi w Twój tydzień, nie tydzień pod trening

Pod to, ile masz czasu i jak się regenerujesz. Plan, którego nie wykonasz, to dekoracja.
Uczę Cię: robić krótki trening, który naprawdę buduje, bo liczy się bodziec i konsekwencja, nie czas spędzony w lustrze. Wchodzisz, robisz swoje, wychodzisz.

03

Robota nad wieczorem, snem i napięciem

Tu sypie Ci się forma, nie na talerzu. Bierzemy te momenty na warsztat razem.
Uczę Cię: ustawiać minimum na tydzień, w którym mało śpisz, żeby gorszy sen nie kasował całej roboty. Wersja awaryjna na dni, kiedy jedziesz na oparach.

04

Weekend i powrót po nawaleniu

Wychodzisz, dajesz sobie luz, wracasz, i jeden weekend nie kasuje Ci miesiąca. Bez moralniaka i bez „a mówiłem".
Uczę Cię: wychodzić tak, żeby w poniedziałek nie dochodzić do siebie trzy dni. Plan na piątek z góry i jasny sposób na powrót do rytmu.

05

Cotygodniowa korekta, na wprost tego, co nie wyszło

Nie „jak tam poszło". Konkret: gdzie się posypało. Sen, praca, weekend, za ciężki trening, jeden gorszy dzień, po którym zniknąłeś.
Uczę Cię: czytać własny tydzień, żebyś po pół roku znajdował te punkty sam i nie potrzebował już nikogo nad sobą.

Widzisz, jak to leci? Nie mówię „więcej dyscypliny". Pokazuję konkretny sposób na konkretny moment, w którym do tej pory odpadałeś.

Co z tego wyniesiesz

Po pół roku wychodzisz z odzyskaną energią. Forma to dowód uboczny.

Efekt na wadze jest miły, ale nie po niego tu jesteś. Jesteś po energię, po głowę, która ciągnie do wieczora, i po to, żeby przestać odkładać własne życie na później. To znika w dniu, w którym wracasz do starego tygodnia. Dlatego przez te sześć miesięcy uczysz się czytać własny tydzień, żeby po współpracy nie potrzebować już nikogo nad sobą.

01

Poznajesz zmęczenie, które podszywa się pod słabość

Po zarwanej nocy rano masz większy głód i krótszy lont. Wiesz, że to nie Twoja słabość, tylko hormon po nieprzespanej nocy, i masz gotowy ruch, zamiast walczyć z tym głodem aż do wieczora.

02

Gorszy dzień domykasz tego samego wieczora

Nie czekasz z resetem do „od poniedziałku". Jeden luźniejszy wieczór przestaje kasować Ci cały tydzień, bo wracasz do rytmu od razu.

03

Ogarniasz tydzień, który nie wyszedł

Wiesz, jak zjeść na oko i jak ustawić minimum, kiedy mało śpisz albo brakło czasu. Bez appki i bez wagi. Odpuszczasz jeden element, nie cały tydzień.

To zostaje z Tobą, kiedy już się nie widzimy. Za to płacisz najbardziej.

Po pół roku ze mną

Sylwetka idzie sama, kiedy reszta gra. A do tego zostaje Ci mapa własnego tygodnia: wiesz, gdzie zwykle odpadasz i jak wracać bez zaczynania od zera.

Jak to leci co tydzień

1

Piszemy w DM na Instagramie przez całe pół roku. Masz mnie w kieszeni siedem dni w tygodniu, bez umawiania się na godzinę.

2

Co tydzień piszę pierwszy, z korektą pod to, co faktycznie zrobiłeś. Nie „jak poszło", tylko konkret, gdzie poprawić.

3

Bez umawiania się na godzinę. Jestem w wiadomościach, kiedy tego potrzebujesz. Sześć miesięcy roboty tydzień po tygodniu, nie 12-tygodniowy zryw, po którym wszystko wraca na stare.

Większość sprzedaje 12-tygodniowy zryw na szybko i po nim wracasz dokładnie tam, gdzie byłeś.

Ja daję Ci sześć miesięcy nie dlatego, że tyle trwa efekt. Formę zrobimy szybciej.

Tyle trwa, żeby nowy tydzień wszedł Ci w krew tak, że po zakończeniu prowadzisz się sam. Ma zostać na lata, nie do wakacji.

Współpraca 1:1

Jak wygląda tydzień ze mną

Wszystko w wiadomościach, bez umawiania się na sztywną godzinę. Patrzymy na cały tydzień, korygujemy na bieżąco.

  1. 01

    Start w pierwszych dniach

    Zlecam badania krwi, czytam je pod Ciebie i zbieram dane z tygodnia: trening, jedzenie, sen, energia. Z tego układam pierwszy tydzień. Żadnego „czekaj na plan".

  2. 02

    Trening i jedzenie pod Ciebie

    Ułożone pod Twój tryb życia, nie odwrotnie. Wyjścia i weekend zostają, układamy je w tydzień.

  3. 03

    Cotygodniowa korekta

    Co tydzień piszę pierwszy z korektami. Waga stoi, sen krótki, trening ciężki, reagujemy, zanim to urośnie.

  4. 04

    Wiadomości otwarte przez cały tydzień

    Masz pytanie w środę wieczorem, piszesz. Wracam tego samego dnia. Bez czekania na kolejny termin.

Podgląd

Tak wygląda fragment Twojej diagnozy.

Zgłaszasz

„Nie trzymam jedzenia wieczorem.”

Widać głębiej

Za mało jedzenia w dzień plus napięcie z pracy. Wieczorem organizm dopomina się o energię, którą powinien dostać sześć godzin wcześniej.

Pierwszy ruch

Większy posiłek między 13 a 15. Bufor na wieczór gotowy, zanim zrobisz się głodny i zmęczony.

Przykład, nie Twój wynik. Twoja diagnoza wygląda inaczej, bo inny jest Twój tydzień.

Dowód

53 razy 5.0. Z imienia i nazwiska.

Żadnych anonimowych screenów z DM, które każdy sobie dorysuje w Canvie. Faceci, którzy weszli, zrobili robotę i zostawili ocenę publicznie w Google. Możesz wejść i sprawdzić każdego.

Google★★★★★

Całe życie sceptycznie podchodzę do tych wszystkich coachy, trenerów. Ale na tyle zaprzyjaźniłem się z kontentem Michała, że postanowiłem spróbować. Pół roku, co mi szkodzi? Wydaję tyle w weekendy na imprezy.

Dawid GlencauWszedł mimo wątpliwości
✓ Zweryfikowana opinia Google
Google★★★★★

Michał to osoba, której jak zaufasz poprowadzi ciebie na szczyt. Współpracując z nim udało mi się w 5 miesięcy zbudować 10 kg masy mięśniowej, co uważam za wielki sukces. Bez presji przygotuje ciebie pod cel, który sobie obierzesz.

Paweł Sylka+10 kg masy w 5 miesięcy
✓ Zweryfikowana opinia Google
Google★★★★★

Współpracowałem przez 3 miesiące i mogę z czystym sumieniem polecić go każdemu. Schudłem 14 kg, ale co najważniejsze, nauczyłem się bardzo dużo o treningu i odżywianiu. Wszystko dopasowane indywidualnie, bez presji i bez magicznych metod.

Adrian Młoczkowski−14 kg w 3 miesiące
✓ Zweryfikowana opinia Google
Google★★★★★

Michał pomógł mi w rekompozycji. Tłuszcz w dół, a mięśnie nie tylko utrzymane przy redukcji, to jeszcze zbudowane. Kozackie myki, o których nigdy byś nie pomyślał, że zadziałają.

Michał RadzewiczTłuszcz w dół, mięśnie w górę
✓ Zweryfikowana opinia Google

To nie trzy wybrane. To ściana tego, co faceci napisali sami, publicznie.

Pełna lista jest publiczna. Każda z imieniem i nazwiskiem. Wejdź i policz sam.

53 oceny 5.0 w Google →
180+
facetów 1:1 doprowadzonych do końca
53
oceny 5.0 w Google, każda z imieniem i nazwiskiem
9 lat
tej samej roboty, nie kolejnej mody z neta
7
dni w tygodniu masz mnie w wiadomościach
Facet, który ze mną przeszedł

Kamil. 5 miesięcy. −25 kg.

Nie same zdjęcia. Widać, co naprawdę ruszyło wynik.

5 mies. · −25 kg Kamil · przemiana 5 miesięcy
Kamil, 28, Szczecin
Własna ekipa · piątki na mieście · 5 mies. współpracy
StartRobił co miał robić, a forma stała w miejscu, bo po 14:00 nie miał już siły na nic, weekendy rozkładały mu poniedziałki, a robota i tak czekała.
Co zmieniliśmyZaczęliśmy od weekendów i powrotów po nich, a nie od jadłospisu czy kolejnego planu z internetu.
Po 5 miesiącachMinus 25 kg. Zeszły zjazdy energetyczne po 14:00, wrócił łeb do roboty, tydzień przestał się sypać po każdym weekendzie, a piątki dalej są piątkami.

„Pierwszy raz forma nie walczy z moim życiem. Dwa lata się odbijałem, a tu po prostu zaczęło wchodzić."

Posłuchaj człowieka, który był w Twoim miejscu

Odtwórz opinię
Podopieczny 01, przedPrzed
6 mies.
Podopieczny 01, poPo
Podopieczny 02, przedPrzed
5 mies.
Podopieczny 02, poPo
Podopieczny 03, przedPrzed
4 mies.
Podopieczny 03, poPo

Trzy z 180+ historii. Twarze zasłonięte na ich prośbę, pełne opinie z imienia i nazwiska masz w Google i w wiadomościach. To konkretni ludzie, nie obietnica identycznego wyniku.

Ten sam facet. Inny tydzień.

Przed

  1. Pnrestart, znowu od zera
  2. Wtjeszcze idzie
  3. Śrzmęczenie zbiera żniwo
  4. Czbyle do weekendu
  5. Ptluz, bez planu
  6. Sobchaos
  7. Ndwyrzuty sumienia

ten sam tydzień, inaczej poukładany

Po

  1. Pnkontynuacja, nie restart
  2. Wtkorekta, nie rezygnacja
  3. Śrminimum, które działa
  4. Czplan na weekend gotowy
  5. Ptwychodzisz, tydzień stoi
  6. Sobluz pod kontrolą
  7. Ndpowrót bez dramatu

Waga zejdzie. Ale dostajesz tydzień, który przestaje Cię co chwilę wywalać.

Waga to wynik na samym końcu. To są zdania, które słyszę po drodze od facetów, których prowadzę.

„Pierwszy weekend, po którym nie zacząłem w poniedziałek od zera."

Weekend przestał kasować tydzień

„Przyszedł gorszy dzień i nie zniknąłem na miesiąc. Wróciłem następnego dnia."

Jeden gorszy dzień to nie koniec

„W końcu wiem, czemu o 22 ciągnęło mnie do lodówki. Latami myślałem, że jestem po prostu za słaby. Gówno prawda, to był rozjechany dzień."

Wiadomo, gdzie pękasz

To nie są cuda. To znak, że odpadł schemat, przez który forma stała w miejscu mimo prób. Waga idzie za tym sama.

Dla kogo to jest

Zanim wypełnisz, przeczytaj, komu odmawiam.

To nie jest dla każdego i nie udaję, że jest. Jak się nie łapiesz, lepiej dla nas obu, że dowiemy się teraz.

„Próbowałem już wszystkiego. Trenerzy, plany, ebooki. Czemu akurat u Ciebie ma wejść?"

Najczęstsze pytanie w formularzu

Bo te wszystkie próby to nie zmarnowany czas. To mapa tego, co u Ciebie nie zadziałało. Zaczynam od niej, nie od zera, i nie powtarzam z Tobą błędów, które już masz za sobą.

Nie wchodź, jeśli chcesz gotowy plik i święty spokój. Znajdziesz taniej i tak go wyrzucisz w trzecim tygodniu.
Nie wchodź, jeśli chcesz, żeby ktoś Cię codziennie poganiał batem. Nie jestem nianią. Robię z Ciebie faceta, który za pół roku ogarnia to sam.
Nie wchodź, jeśli uważasz, że jedno wyjście w sobotę kasuje cały tydzień roboty. Będziemy się kłócić zamiast pracować.
Nie wchodź, jeśli szukasz sposobu, żeby dalej robić to samo i dostać inny wynik. Nie ma takiego. Nie sprzedaję bajek.
Wchodź, jeśli:

Masz dość zaczynania od zera, umiesz działać, jak dostaniesz konkretny kierunek, i chcesz w końcu ogarnąć swoją formę, nie katować się jak mnich.

Sprawdź, gdzie pęka Twój tydzień →

O kasie wprost

Najpierw policz, ile kosztuje Cię dalsze zgadywanie.

Ten rachunek nie przychodzi na konto, więc łatwo go olać. Ale płacisz go co tydzień, tylko nie widzisz przelewu.

100 zł400 zł / weekend1500 zł

Ten koszt nie ma końca. Płacisz go tak długo, aż ktoś pokaże Ci dokładnie, w którym miejscu to się sypie.

Policz teraz ostatnie pół roku samych wyjść i wyjazdów. To budżet, który już wydałeś, tylko rozszedł się na piątki i nic z niego nie zostało. Tu zostaje.

Różnica jest prosta. Rachunek za zgadywanie leci co tydzień, bez końca, i nic po nim nie zostaje. Za prowadzenie płacisz raz i zostaje z Tobą na lata. Jedno to wydatek, drugie to rata bez końca, której nie widać na koncie, a i tak ją płacisz.

Pół roku roboty 1:1 kosztuje więcej niż plik z neta. Nie udaję, że jest inaczej.

Tylko że nie płacisz za tabelkę. Personalny rozlicza Cię z treningów. Dietetyk z kalorii i tego, co zjadłeś. Ja rozliczam się z całego Twojego tygodnia.

Co tydzień siadam nad tym, jak wyglądał Twój ostatni tydzień: praca, energia, sen, trening, libido, hormony, krew. Z tego układam Ci następny. I tak bez przerwy przez sześć miesięcy.

To idzie z moich godzin. Rano oddaję kawałek własnego dnia, żeby wejść w Twój tydzień i go poukładać. Za to płacisz, i dlatego to nie kosztuje tyle, co appka.

Co wchodzi w te pół roku:

Dokładną kwotę podaję po formularzu, bo u każdego wychodzi inaczej i nie strzelam na ślepo. Da się rozłożyć na raty.

Pierwsze 14 dni sprawdzasz mnie bez ryzyka: nie pasuje, oddaję całą wpłatę. A jak zostajesz, masz 180 dni na twardy wynik albo zwrot. Szczegóły niżej.

Chcę przejść diagnostykę →

Bez gwiazdki

Ryzyko zdejmuję z Ciebie z dwóch stron.

Wchodzisz w robotę na pół roku i nie masz jak z góry sprawdzić, czy zagra. Dzielę to na dwie rzeczy, żebyś nie musiał wierzyć mi na słowo.

14 dni
Pełny zwrot, bez tłumaczenia
180 dni
Wynik albo zwrot

Pierwsze 14 dni: pełny zwrot, bez tłumaczenia się.

Ruszamy, poznajesz, jak pracuję i jak wygląda kontakt. Jeśli w ciągu dwóch tygodni stwierdzisz, że to nie dla Ciebie, piszesz jedno zdanie i oddaję całą wpłatę. Nie pytam dlaczego. Masz dwa tygodnie, żeby sprawdzić mnie, zanim na dobre wejdziesz w temat.

Dalej: 180 dni na twardy wynik.

Na wejściu spisujemy dwie rzeczy. Co Ty robisz: raport raz w tygodniu, trening i jedzenie, które rozpisuję Ci krok po kroku. I jaki wynik bierzemy za sukces, twardo: pomiary, zdjęcia, plus energia i sen w skali, którą i tak śledzimy co tydzień.

Trzymasz swoją stronę, a po 180 dniach wynik stoi w miejscu? Oddaję całą wpłatę. Cel spisany z góry w liczbach, więc nie ma miejsca na „mnie się wydaje, że nie działa".

Czego nie obiecuję.

Nie obiecuję kraty w osiem tygodni, bo to marketing, nie fizjologia. Nie obiecuję, że zrobię to za Ciebie, raport i trening są po Twojej stronie. Nie obiecuję, że będzie łatwo. Obiecuję, że będzie miało sens i że nie zostaniesz z tym sam.

Co ja w tym ryzykuję.

Pół roku swojej roboty i zwrot, jak nie dowiozę. Gdybym rozdawał plany, które nie działają, oddawałbym kasę w kółko i dawno bym się zwinął. Dlatego dobieram, kogo biorę, i jak już wchodzę w Twój tydzień, to na maksa.

Jedyny warunek po Twojej stronie: trzymać to, co ustalimy. Tyle. Bez gwiazdki, bez kruczków.

MichałPodpisuję to imieniem. Michał.
Zanim powiesz nie

To, czym teraz próbujesz się z tego wykręcić.

„Sam ogarnę."+

Może. Tylko ostatnie miesiące tego nie potwierdzają, bo gdybyś ogarniał, nie czytałbyś tego teraz. Trudno zdiagnozować tydzień, w środku którego siedzisz po uszy. Sam pewnie kiedyś do tego dojdziesz. Pytanie, ile jeszcze miesięcy chcesz na to dać.

„To pewnie zwykły plan."+

Nie. Żaden plik z neta nie wie, że masz wyjazd w sobotę i ciężki dzień w robocie w czwartek. Ja wiem, bo czytam Twój tydzień co tydzień. Plan pobierzesz w minutę, tylko za rok wrócisz tu z dokładnie tym samym ciałem.

„Nie mam czasu."+

Właśnie dlatego robimy to pod brak czasu, nie pod idealne życie. Z wersją minimum na gorsze dni.

„Boję się, że znowu nie dowiozę."+

Uczciwa obawa. Dlatego nie robimy planu pod idealnego Ciebie z poniedziałku, tylko pod prawdziwego Ciebie z pracą, stresem i weekendem.

„Nie chcę się katować."+

I dobrze. Chodzi o to, żebyś umiał się w tym poruszać sam, nie o zakazy. Masz umieć wyjść, zjeść poza planem i wrócić bez trzydniowej cofki.

„Wolałbym gadać na żywo, nie pisać."+

Rozumiem. Tylko że pękasz nie na jednej rozmowie w miesiącu, a w środę o 22:30 i w sobotę wieczorem. Jestem w wiadomościach dokładnie w tych momentach, w których pękasz, i reagujesz od razu, nie tydzień później.

„Gadamy o alkoholu i używkach. Co z dyskrecją?"+

Zostaje między nami, w wiadomościach, i nie ma tu oceniania. Piszesz jak jest: ile, co, kiedy. Bez tego nie ustawię Ci powrotu po weekendzie, a to jest pół roboty. Im mniej ściemniasz, tym lepszy plan dostajesz.

A od strony logistyki.

Ile czasu w tygodniu?+

Raport 5 minut. Trening godzina, 4 razy w tygodniu. Tyle. Reszta dzieje się w Twoim normalnym dniu, nie na dodatkowych godzinach.

Potrzebuję siłowni?+

Najlepiej siłownia. Da się w domu, tylko efekty idą wolniej. Jak masz dostęp do sprzętu, wyciągamy z tego więcej.

Często wyjeżdżam, da się pogodzić?+

Da się. Wyjazdy wliczam w plan, nie są wymówką. Ogarniamy, jak jeść i trenować w trasie i jak wrócić bez cofki.

Jak wygląda kontakt?+

Masz mnie w wiadomościach cały czas, piszesz i się dzieje. Raz w tygodniu raport: podsumowujemy miniony tydzień i ustawiamy następny. Bez umawiania się na godzinę.

Ile kosztują badania i gdzie je zrobić?+

Robisz je w zwykłej sieciówce, mówię dokładnie co zlecić. To niewielki wydatek raz na start i kontrolnie po drodze. Dzięki nim mam twarde dane, a nie zgaduję z rozpiski.

Biorę leki, jestem na TRT albo SSRI. Da się?+

Da się, tylko mów o tym wprost. Nie odstawiam Ci leków i nie wchodzę w rolę lekarza. Układam jedzenie, trening i sen wokół tego, co bierzesz, a jak trzeba, dogadujesz to z lekarzem. Nie udaję, że plan zastąpi leczenie.

Co po sześciu miesiącach? Uzależnię się od prowadzenia?+

Odwrotnie. Cała robota idzie w to, żebyś po pół roku prowadził się sam. Uczę Cię czytać własny tydzień, nie trzymam Cię na kroplówce. Chcesz zostać dłużej, spoko, ale nie musisz.

Kto właściwie odpisuje, Ty czy asystent?+

Ja. Nie ma bota, nie ma asystenta, nie ma zespołu. Czytam Twoje raporty sam i sam piszę korekty. Dlatego biorę ograniczoną liczbę osób naraz.

Kto za tym stoi

Kiedyś też myślałem, że brak formy to brak charakteru.

Michał

Może masz plan, może nie. Może znasz każdą zasadę, może żadnej. Tak czy tak, jak coś nie wchodzi, ktoś Ci wmówił to samo zdanie: za mało chcesz. To najwygodniejsze kłamstwo w tej branży, bo zdejmuje winę z trenera i wiesza ją na Tobie.

Dziś wiem, że to za płytkie. Nikt nie odpada w teorii. Odpadasz w konkretnej godzinie: po pracy z pustym bakiem, w piątek po robocie, w niedzielę rano po sobocie.

9 lat przy tym · 180+ facetów 1:1 do końca · działasz ze mną, nie z asystentem

Zapłaciłem za programy u pięciu trenerów z „topki". Prawie dwa lata po drugiej stronie ekranu, jako ich podopieczny.

Każdy dawał plan i zostawiał mnie z weekendem. Widziałem od środka, co u nich robiło robotę, a co było fasadą na pokaz. Co miało sens, przebudowałem pod siebie. Resztę wywaliłem.

Nie startowałem z dobrą genetyką ani zdrowiem, dwa razy zerwane więzadło. Każdy z tych etapów przeszedłem sam. Wiem dokładnie, gdzie Cię zostawią, bo mnie tam zostawili.

To, czego oni nie ruszali, wziąłem na warsztat: hormony, sen, regenerację po weekendzie, neurobiologię głodu i energii. Nie zgaduję z gotowej rozpiski, czytam Twoją krew i układam plan pod to, co widać w wynikach.

Michał 2013
2013początek
Michał 2019, zerwane więzadło
2019zerwane więzadło
Michał 2020, odbudowana noga po zerwanym więzadle
2020odbudowana noga
Michał 2025
2025dziś
!

Mój największy błąd

Przez lata wmawiałem sobie, że jak nie wchodzi, to za mało chcę. Katowałem się pod idealnego siebie z poniedziałku i co piątek się rozsypywałem.

Za długo mi zeszło, zanim skumałem prostą rzecz: nikt nie ustawił mi tygodnia pod prawdziwe życie, tylko pod plan z kartki. A kartka nie wie, że w sobotę masz wesele.

+

Co dorzuciłem własne

To, czego żaden z tej piątki mi nie dał: robotę na weekendzie, wyjściu i gorszym dniu, zanim znikniesz. Panel krwi na wejściu, żeby ustawiać sen, apetyt i libido od środka, a nie zgadywać z rozpiski. I gotowy sposób na powrót po nawaleniu, żeby jeden weekend nie kasował miesiąca. Zbudowane od zera na własnych błędach, nie przepisane z cudzego kursu.

„Postaraj się bardziej" słyszałeś od każdego i nic z tego nie wyszło. Moja robota to znaleźć konkretny wtorek, w którym starać się przestajesz. Tam siedzi problem, nie w Twojej głowie i nie w tym, ile chcesz.
Twój ruch

Pół roku minie tak czy tak.

Te same niedziele bez napędu. Te same piątki, po których dochodzisz do siebie do środy. Ta sama „od poniedziałku”, coraz cichsza, i to samo ciche godzenie się, że tak już masz. Albo jedziesz w tym kółku dalej, albo raz sprawdzasz, gdzie ono się zaczyna.

Pytanie nie brzmi, czy te sześć miesięcy minie. Minie tak czy tak. Pytanie brzmi, ile energii, wieczorów i wiary w siebie oddasz po drodze, jeśli dalej będziesz zgadywał. I kto wyjdzie po tym pół roku: Ty dzisiejszy czy o klasę wyżej.

Jeśli w tej sekundzie głowa szuka powodu, żeby to odłożyć, „nie teraz", „najpierw ogarnę robotę", „od poniedziałku", to nie przypadek. To ten sam mechanizm, który trzyma Cię w miejscu od lat. Nie odkładasz decyzji o mnie. Odkładasz decyzję o sobie.

Sprawdź, gdzie pęka mój tydzień →

Diagnoza tygodnia

14 pytań o Twoim tygodniu.

Czytam je sam, nie żaden asystent, i w dobę wracam wprost, czy widzę sens współpracy.

Co się dzieje, gdy wyślesz
  1. 01Odpowiadasz na 14 pytań w jakieś 8 minut. Nic nie płacisz, nigdzie nie dzwonisz.
  2. 02W ciągu doby wracam z decyzją: wchodzimy, najpierw badania albo „nie ten moment".
  3. 03Jeśli wchodzimy, pokazuję Ci, co robimy jako pierwsze.
bez płaceniabez dzwonienia8 minutodpowiedź w 24h
Talerzihantle
TALERZIHANTLE
Michał · sześć miesięcy nad Twoim tygodniem · odpowiadam w 24h
Pracuję na energii, śnie, jedzeniu i nawykach. Nie diagnozuję i nie leczę.
180+ facetów · czytam sam · odpisuję w 24hPokaż mi swój tydzień →