Prowadzenie 1:1 · masz mnie 7 dni w tygodniuChcesz zrzucić brzuch, mieć energię do wieczora i wejść w rytm, który nie rozpada się po cięższym tygodniu. Układam jedzenie, ruch, sen i weekend pod Twoje życie, a potem co tydzień sprawdzam, co działa i co trzeba zmienić.
Dla facetów 28-40, którzy zarabiają głową i nie odpuszczają weekendów. Trenujesz od lat, wracasz po przerwie albo dopiero zaczynasz.
Sprawdź, czy ten model pasuje do mojego tygodnia →
Całe życie sceptycznie podchodzę do tych wszystkich coachy, trenerów. Ale na tyle zaprzyjaźniłem się z kontentem Michała, że postanowiłem spróbować. Pół roku, co mi szkodzi? Wydaję tyle w weekendy na imprezy.
Nie biorę każdego, więc ta strona robi za filtr. Jeśli zobaczysz w niej swój tydzień, przeczytasz każde słowo i będziesz wiedział, czy się kwalifikujesz, zanim cokolwiek wyślesz. A jak szukasz rozpiski za stówę, zamknij kartę teraz.
Pierwszy krok · nic nie płacisz, do niczego się nie piszesz
Wiesz już, że problem siedzi w tygodniu. Reszta strony to dowody.
Wypełnij diagnozę tygodnia: 2-3 minuty. Tylko tyle potrzebuję, żeby zobaczyć, czy w ogóle mogę Ci pomóc. Czytam sam i w 24h masz odpowiedź.
Po odpowiedziach piszę wprost: wchodzimy, najpierw inny krok, albo to nie ten moment.
Wypełniam diagnozę tygodnia →W skrócie: jak wygląda tydzień pod moim okiem · po czym poznaję, że pęka · kogo nie biorę
Z Twoich 168 robota bierze najwięcej, potem sen, a forma dostaje resztki i dlatego stoi. Ten tydzień ląduje u mnie w całości: każdy posiłek, każdy trening, sen, waga, energia, libido, wyniki z krwi. Rozbieram to i szukam, gdzie zaczyna Ci się sypać, zanim sam to poczujesz.
Ty tak nie żyjesz. Przy pierwszym gorszym tygodniu taki plan pęka, a Ty wpisujesz to na konto słabej woli i odkładasz start do kolejnego poniedziałku.
Do tego żaden z tych planów nie sprawdził, co masz w środku, tylko strzelał na oko. U mnie kolejność jest inna:
Zaczyna się rano. Wstajesz na kawie, do 15:00 wrzucasz w siebie cokolwiek pod ręką, a wieczorem, kiedy w całej dobie zostało z Ciebie najmniej, decydujesz o jedzeniu.
Pizza o 22:30 to tylko miejsce, w którym cały dzień bez porządnego posiłku w końcu Cię dopada. Gdybyś zjadł jak człowiek o 14, wieczór wyglądałby inaczej.
Trzeci dzień w robocie na najwyższych obrotach, telefon się urywa. W głowie jedno: byle dotrwać do weekendu. Trening, który miał dziś być, odpuszczasz, bo na niego nie zostało już z Ciebie nic. Problem siedzi w tygodniu, który zjadł Cię, zanim zdążyłeś się przebrać.
Napięcie z całego dnia dalej siedzi Ci w barkach. Otwierasz lodówkę nie z głodu, tylko żeby to z siebie zdjąć, bo innego sposobu w tej chwili nie masz.
Jest wieczór, jest ktoś, komu na Tobie zależy. A w Tobie nic. Po tygodniu na oparach ciało nie ma z czego. Mówisz, że jesteś zmęczony, i to prawda, tylko nie cała.
A z każdym „od poniedziałku" dopisujesz sobie ten sam dowód: znowu nie dowiozłem. Po latach najgorsze nie są kilogramy. Najgorsze jest to, że przestajesz wierzyć własnemu słowu.
Po drodze dochodzi wstyd, który wchodzi bokiem: przebieralnia na basenie, koszulka, która zostaje na Tobie w wodzie, zdjęcie grupowe, na którym sam ustawiasz się z tyłu. Tę pętlę przecinamy w jednym miejscu, nie kolejną rozpiską.
Ponad 1200 facetów wypełniło moją diagnozę i wracają w niej te same zdania. Cytaty w kartach niżej są ich, nie moje.
Praca, sen, stres, weekend. Siedem dni, nie jedna godzina na sali.
Jeden element siada, reszta idzie w rozjazd. Zwykle sen albo weekend.
Naprawiamy ten jeden element, zamiast dokładać kolejną rozpiskę.
Sześć obszarów. Otwórz swój, zobacz co z nim robimy i co mierzę co tydzień.
Mam niską energię i zjazdy w ciągu dnia, po południu zostaje ze mnie mokra szmata.
+Co robimy. Ten popołudniowy zjazd rzadko ma coś wspólnego z silną wolą. Wygląda tak, bo cały dzień do tej pory się do niego składał: co i o której jadłeś, jak spałeś, ile stresu zebrałeś od rana. Bierzemy energię od podstaw: sen, jedzenie o właściwych porach, kroki, trening i regenerację. Koniec z łataniem tego kawą co dwie godziny.
Co mierzymy co tydzień. Poziom energii rano i po południu w skali, godziny największych zjazdów, jakość snu i ile kawy naprawdę potrzebujesz.
Do południa robię, po obiedzie głowa siada i nie skupię się na robocie, a z niej żyję.
+Co robimy. Zbieramy sen, jedzenie i rytm dnia tak, żeby głowa cięła ostro też po południu. Zarabiasz głową, więc traktujemy ją jak narzędzie pracy. To był drugi najczęstszy ból w diagnozie, a nikt o nim głośno nie gada.
Co mierzymy co tydzień. Ile godzin dziennie ciągniesz na pełnej głowie, o której siada i ile razy w tygodniu odpłynąłeś w prokrastynację.
Budzę się zmęczony, mimo że śpię normalnie, a jak polecę w weekend to nie śpię całą noc.
+Co robimy. Poprawiamy jakość snu i regenerację przez wieczór, jedzenie, trening i to, co robisz po ciężkim weekendzie. Mniej rozbicia rano, głębszy sen w nocy.
Co mierzymy co tydzień. Jak się budzisz w skali, długość i jakość snu, ile razy wstajesz w nocy i ile trwa powrót do formy po weekendzie.
Rano coraz częściej nie stoi, libido i motywacja leżą niżej niż powinny.
+Co robimy. Pracujemy nad libido i regeneracją przez sen, trening, jedzenie i suplementację dobraną pod badania z krwi. Nie diagnozuję i nie leczę. Ruszam wszystko naraz, nie jedną rzecz po drugiej, żeby libido miało z czego wrócić.
Co śledzimy. Krew na wejściu i po drodze, żeby zobaczyć, co ciągnie Cię w dół, zamiast zgadywać. Co tydzień w skali: poranne libido i to, czy chce Ci się rano w ogóle ruszyć.
Apetyt i głód po weekendzie rozwala mi jedzenie, a przy ciężkiej pracy ciężko cokolwiek trzymać.
+Co robimy. Ustawiamy jedzenie tak, że głód nie każe Ci podjadać do późna, ani po imprezie, ani w tygodniu zawalonym robotą. Wyciszamy objadanie zamiast walczyć z lodówką silną wolą. Jedzenie pod Twoją robotę, bo plan dla etatu 9-17 u Ciebie nie zadziała.
Co mierzymy co tydzień. Ile dni utrzymałeś plan w tygodniu i w weekend, siłę głodu w skali i ile razy stres albo impreza rozwaliła jedzenie.
Trenuję, ale sylwetka stoi, i coraz mniej chce mi się patrzeć w lustro.
+Co robimy. Znajdujemy, gdzie utknęła sylwetka, i ruszamy ją z miejsca: mniej tłuszczu, więcej mięśni, z jedzeniem i krwią w tle. Rusza sylwetka, a z nią to, że przestajesz wciągać brzuch przy ludziach.
Co mierzymy co tydzień. Obwody, wagę, siłę na głównych bojach, zdjęcia sylwetki co tydzień (widzę je tylko ja, nigdzie nie wychodzą) i to, czy przestajesz unikać lustra.
Nie diagnozuję i nie leczę. Pracuję na jedzeniu, treningu, śnie, nawykach i suplementacji, a badania czytam po to, żeby nie strzelać w ciemno.
Dostajesz swój panel, budowany od zera pod Ciebie. Trening, jedzenie, sen, suple, badania i progres w jednym miejscu, zero szukania po mailach i plikach.
⤢ powiększ
Tak u mnie wygląda słowo „prowadzenie".
Pierwsze dwa tygodnie to nie rekordy na ławce. Dostajesz rozpiskę 14 badań w dwóch pakietach, z instrukcją, kiedy je zrobić, żeby wyniki nie kłamały. Bo jak zrobisz je za wcześnie po mocnym weekendzie, część wyjdzie zawyżona i wprowadzi nas w błąd.
⤢ powiększ
Co tydzień przechodzisz przez 12 obszarów. W tym libido, trawienie i jasność głowy. Waga mówi, co się dzieje. Te liczby mówią, dlaczego.
⤢ powiększ
Na każdy przegląd dostajesz ode mnie pełną odpowiedź na piśmie, kilka akapitów pod Twój tydzień, a jedzenie przechodzę z Tobą dzień po dniu. Ostatnio podopieczny wpisał białko na 70% celu. Policzyłem za niego: prawie każdy dzień miał powyżej celu. Sam się nie doceniał, liczby tak.
⤢ powiększ
Plan nie jest wyryty w kamieniu. Zarwana noc, stres, weekend mocniejszy, niż planowałeś? Wpisujesz to tak samo, bo słaby tydzień to też dane, a z danymi pracuję.
Współpraca 1:1
Wszystko w wiadomościach, bez umawiania się na sztywną godzinę. Patrzymy na cały tydzień, korygujemy na bieżąco.
Kiedy skończymy
Nie robię z Ciebie robota, który zawsze śpi osiem godzin i nigdy nie tknie pizzy. Nadal trafi Ci się słaba noc, ciężki weekend, posiłek poza planem.
Różnica: jeden gorszy dzień nie robi już z tygodnia czterech dni rozjazdu. Wiesz, co odpuścić, co utrzymać i jak wrócić następnego dnia. Zostaje Ci mapa własnego tygodnia.
Publiczne oceny w Google, każda przy prawdziwym profilu. Faceci, którzy weszli i zrobili robotę. Wejdź i sprawdź każdego sam.
Współpracowałem przez 3 miesiące i mogę z czystym sumieniem polecić go każdemu. Schudłem 14 kg, ale co najważniejsze, nauczyłem się bardzo dużo o treningu i odżywianiu. Wszystko dopasowane indywidualnie, bez presji i bez magicznych metod.
Michał to osoba, której jak zaufasz poprowadzi ciebie na szczyt. Współpracując z nim udało mi się w 5 miesięcy zbudować 10 kg masy mięśniowej, co uważam za wielki sukces. Bez presji przygotuje ciebie pod cel, który sobie obierzesz.
To ściana opinii prosto z Google, każda wisi publicznie przy profilu.
Nie same zdjęcia. Widzisz, co ruszyło wynik.
„Pierwszy raz forma nie walczy z moim życiem. Dwa lata się odbijałem, a tu po prostu zaczęło wchodzić."
Posłuchaj człowieka, który był w Twoim miejscu
Przed
Po
Przed
Po
Przed
PoTrzy z 180+ historii. Twarze zasłonięte na ich prośbę, pełne opinie z imienia i nazwiska masz w Google i w wiadomościach.
Waga to wynik na samym końcu. A to zdania, które słyszę po drodze od facetów, z którymi pracuję.
„Pierwszy weekend, po którym nie zacząłem w poniedziałek od zera."
Weekend przestał kasować tydzień„Przyszedł gorszy dzień i nie zniknąłem na miesiąc. Wróciłem następnego dnia."
Jeden gorszy dzień to nie koniec„W końcu wiem, czemu o 22 ciągnęło mnie do lodówki. Latami myślałem, że jestem po prostu za słaby. Gówno prawda, to był rozjechany dzień."
Wiadomo, gdzie pękaszTak mówią, kiedy puszcza to, co latami trzymało ich w miejscu.
Nie oceniam, co robisz w sobotę. Pytam co, ile i kiedy, i wpisuję to w plan.
Alkohol w sobotę, nieprzespana noc, wyjazd, używki na wyjściu. To nie znika, bo ktoś w rozpisce dopisał „unikać". Więc nie udaję, że tego nie ma. Biorę to w robotę i uczę cię przez to przechodzić bez rozwalania całego tygodnia.
Ustawiam formę wokół Twojego weekendu, nie przeciw niemu. Takie weekendy i zarwane noce znam z własnego życia i z prowadzenia, więc nie udaję, że ich nie ma. Alkohol rozwala Ci sen tak, że po ośmiu godzinach i tak wstajesz jak po czterech. Na to mam gotowe ruchy: co zjeść, jak ustawić sen i następny dzień, żeby wrócić do rytmu szybciej.
Nie imprezujesz? U mnie weekend to każde wybicie z rytmu: wyjazd, wesele, delegacja, kilka dni na oparach. Ten sam mechanizm, ta sama robota.
Niedziela, 9:30, po mocnej sobocie
Wiesz, co wrzucić w siebie i jak ustawić dzień, żeby głowa wróciła szybciej, a nie leżała do wtorku.
Poniedziałek po wyjściu
Nie ssie Cię na słodycze i śmieci przez trzy dni. Apetyt wraca do normy, zamiast Tobą rządzić.
Wtorek, 13:00. Zjazd, który zwykle kładł Ci dzień
Energia nie pada na łeb po weekendzie. Wracasz do roboty na pełnych obrotach.
Niedzielny dół i lęk po alkoholu
Mniej kaca-głowy i gorszego nastroju następnego dnia. Niedziela przestaje być dniem straconym.
Wybór „życie towarzyskie albo forma"
Znika. Wychodzisz z ekipą, robisz swoje, a forma i tak idzie do przodu.
Jedno i drugie widziałeś sto razy i dalej stoisz w miejscu. Bo to połowa roboty sprzedawana jako całość.
Plan to najmniejsza część roboty. Reszta to decyzje w trakcie tygodnia, kiedy życie przestaje pasować do kartki. I za to płacisz.
Uczę Cię: składać posiłek, który poprawia formę, w kilka minut z tego, co masz pod ręką, i wybierać na mieście tak, żebyś nie musiał wyciągać pudełka przy ludziach.
Uczę Cię: robić krótki trening, który buduje, bo liczy się bodziec i konsekwencja. Wchodzisz, robisz swoje, wychodzisz.
Uczę Cię: ustawiać minimum na tydzień, w którym mało śpisz, żeby gorszy sen nie kasował całej roboty. Wersja awaryjna na dni, kiedy jedziesz na oparach.
Uczę Cię: wychodzić tak, żeby w poniedziałek nie dochodzić do siebie trzy dni. Piątek ustawiasz z góry i masz jasny sposób na powrót do rytmu.
Nie „jak tam poszło". Konkret: gdzie się posypało. Sen, praca, weekend, za ciężki trening, jeden gorszy dzień, po którym zniknąłeś.
Zamiast „więcej dyscypliny" dostajesz sposób na tę jedną godzinę, w której do tej pory odpadałeś.
Nie udaję, że to dla każdego. Jak się nie łapiesz, lepiej dla nas obu, że dowiemy się teraz.
„Próbowałem już wszystkiego. Trenerzy, plany, ebooki. Czemu akurat u Ciebie ma wejść?"
Bo z tych wszystkich prób zostaje mapa tego, co u Ciebie nie zadziałało. Zaczynam od niej, nie od zera, i nie powtarzam błędów, które już masz za sobą.
Masz dość zaczynania od zera, umiesz działać, jak dostaniesz konkretny kierunek, i wolisz raz naprawić swój tydzień, niż piąty rok powtarzać „od poniedziałku".
Ten rachunek nie przychodzi na konto, więc łatwo go olać. Ale płacisz go co tydzień, tylko nie widzisz przelewu.
Po diagnozie mówię, który z dwóch modeli ma u Ciebie sens. Nie decyduje o tym Twój portfel, tylko jak zmienny masz tydzień i ile obszarów sypie się naraz.
Dla faceta, który sam wdraża ustalenia, ale potrzebuje spojrzenia z zewnątrz, żeby przez kolejne miesiące nie skręcać w złą stronę. Analiza i korekta kierunku co 14 dni.
Dla faceta, którego tydzień jest zmienny, a kilka problemów napędza się wzajemnie. Sprawdzamy się co 7 dni, jestem też w kontakcie pomiędzy, i szybciej reaguję na zmiany snu, pracy, weekendu i wyjazdów.
Personalny rozlicza Cię z treningów, dietetyk z kalorii. Ja z całego tygodnia. Płacisz między innymi za to, żeby jeden słaby dzień został zauważony, zanim zrobi się z niego słaby miesiąc.
Raty
Idą równo, bez balonu na końcu i bez dopłat. Obsługuje je operator płatności, więc nie podpisujesz nic prywatnie ze mną.
Jeśli budżet nie gra
Nie wypełniaj tego formularza na siłę. Zrób bezpłatną diagnozę tygodnia i wróć, kiedy ta inwestycja będzie realna.
Wchodzisz w robotę na dłużej i nie masz jak z góry sprawdzić, czy zagra. Dzielę to na dwie rzeczy, żebyś nie musiał wierzyć mi na słowo.
Pierwsze 30 dni: ruch albo zwrot.
Ruszamy, poznajesz, jak pracuję i jak wygląda kontakt. Zero ruchu w śnie, energii albo wadze przez pierwszy miesiąc? Piszesz jedno zdanie i oddaję całą wpłatę. Bez przeciągania. Masz miesiąc, żeby sprawdzić mnie w praktyce, zanim na dobre wejdziesz w temat.
Dalej: gwarancja na twardy wynik.
Trzymasz swoją stronę, a wynik stoi w miejscu? Oddaję całą wpłatę. Co bierzemy za sukces i na jakich zasadach, spisujemy na wejściu. Dostajesz to na piśmie, zanim zapłacisz złotówkę, żeby nie było miejsca na „mnie się wydaje, że nie działa".
Czego nie obiecuję.
Nie obiecuję kraty w osiem tygodni, bo to marketing, nie fizjologia. Nie obiecuję, że zrobię to za Ciebie, przegląd i trening są po Twojej stronie. Nie obiecuję, że będzie łatwo. Obiecuję, że każdy tydzień dostaje kierunek, a w gorszy dzień masz do kogo napisać, zanim odpuścisz.
Co ja w tym ryzykuję.
Pół roku swojej roboty i zwrot, jak nie dowiozę. Gdybym rozdawał plany, które nie działają, oddawałbym kasę w kółko i dawno bym się zwinął. Dlatego dobieram, kogo biorę, i jak już wchodzę w Twój tydzień, to na maksa.
Jedyny warunek po Twojej stronie: trzymać to, co ustalimy. Tyle. Wszystko spisane wprost, zero kruczków.
Pełne zasady, gwarancja i warunki rezygnacji → /zasady
Publiczne, spisane wprost. Przeczytaj przed, nie po.
Podpisuję to imieniem. Michał.Może. Tylko ostatnie miesiące tego nie potwierdzają. Nie zdiagnozujesz tygodnia, w środku którego siedzisz po uszy. Sam pewnie kiedyś do tego dojdziesz. Pytanie, ile jeszcze miesięcy chcesz na to dać.
Odchudzanie się przed trenerem to jak sprzątanie przed sprzątaczką. Przychodzisz dokładnie z tym brzuchem i z tymi wynikami, one są punktem startu, nie egzaminem. Im wcześniej je widzę, tym mniej miesięcy zgadywania przed Tobą.
Nie. Żaden plik z neta nie wie, że masz wyjazd w sobotę i ciężki dzień w robocie w czwartek. Ja wiem, bo czytam Twój tydzień co tydzień. Rozpiska to dopiero drugi krok. Najpierw naprawiam to, co Cię blokuje: jak śpisz, ile napięcia wozisz z roboty i skąd się bierze wieczorne ciągnięcie do lodówki. Ustaw to w tej kolejności, a rozpiska w końcu ma na czym stanąć.
Dlatego robimy to pod dni bez czasu, z wersją minimum na najgorsze z nich. Zakazów tu nie ma: masz umieć wyjść, zjeść poza planem i wrócić bez trzydniowej cofki.
Uczciwa obawa. Dlatego nie robimy planu pod idealnego Ciebie z poniedziałku, tylko pod prawdziwego Ciebie z pracą, stresem i weekendem.
Rozumiem. Tylko że pękasz nie na jednej rozmowie w miesiącu, a w środę o 22:30 i w sobotę wieczorem. Jestem w wiadomościach dokładnie w tych momentach i reagujesz od razu, nie tydzień później.
Nie. Układam trening pod to, co masz: siłownia, hantle w domu albo sam ciężar ciała na start. Po diagnozie mówię wprost, co da się wycisnąć z Twojej opcji i kiedy warto ją rozbudować.
Nie. Plan ma działać na mieście, w pracy i na wyjeździe, bo tam toczy się Twój tydzień. Gotowe pudełka to opcja, nie warunek.
Zostaje między nami, w wiadomościach, i nie ma tu oceniania. Piszesz jak jest: ile, co, kiedy. Bez tego nie ustawię Ci powrotu po weekendzie, a to jest pół roboty. Im mniej ściemniasz, tym lepszy plan dostajesz.
Tamten sprzedaje rozpiskę i podsumowanie raz w tygodniu. U mnie rozpiska to pierwszy dzień, nie cały produkt. Reszta to decyzje na podstawie Twoich danych, badań krwi i kontekstu tygodnia. Dlatego kosztuje więcej. Płacisz za decyzje w trakcie, kiedy tańsze kończy się na pliku.
Pięć minut dziennie z telefonu, rano przy kawie. Do tego Twoje treningi, zwykle cztery razy w tygodniu. Tyle. Reszta mieści się w Twoim normalnym dniu.
U części osób energia i sen ruszają w pierwszych tygodniach, u innych najpierw apetyt albo nastrój. Na wejściu ustalamy, który wskaźnik ma ruszyć pierwszy u Ciebie, żebyś wiedział, na co patrzeć. Sylwetka idzie za tym, zwykle w drugim miesiącu. Pełny wynik przychodzi później, bo tyle trwa, żeby został na lata.
Najlepiej siłownia. Da się w domu, tylko efekty idą wolniej. Jak masz dostęp do sprzętu, wyciągamy z tego więcej.
Przestawiamy plan na tryb minimum i wracasz do pełnego rytmu, jak wychodzisz na prostą. Wyjazdy i delegacje wliczam od startu, razem z tym, jak jeść i trenować w trasie.
Robisz je sam w zwykłej sieciówce, mówię dokładnie co zlecić. Zwykle wychodzi koło 300-500 zł, zależnie od labu i pakietu, raz na start i kontrolnie po drodze. Dzięki nim mam twarde dane, a nie zgaduję z rozpiski.
Da się, tylko mów o tym wprost. Nie odstawiam Ci leków i nie wchodzę w rolę lekarza. Układam jedzenie, trening i sen wokół tego, co bierzesz, a jak trzeba, dogadujesz to z lekarzem. Nie udaję, że plan zastąpi leczenie.
Odwrotnie. Cała robota idzie w to, żebyś prowadził się sam. Uczę Cię czytać własny tydzień, nie trzymam Cię na kroplówce. Chcesz zostać dłużej, spoko, ale nie musisz.
Jak coś nie wchodziło, słyszałem to samo co Ty: za mało chcesz. Wygodne zdanie, bo zdejmuje winę z trenera i wiesza ją na kliencie. Dziś wiem, że jest za płytkie.
9 lat przy tym · 180+ facetów 1:1 do końca · działasz ze mną, nie z asystentem
Zapłaciłem za programy u pięciu trenerów z „topki". Prawie dwa lata po drugiej stronie ekranu, jako ich podopieczny.
Każdy dawał plan i zostawiał mnie z weekendem. Widziałem od środka, co u nich robiło robotę, a co było tylko fasadą. Co miało sens, przebudowałem pod siebie. Resztę wywaliłem.
Nie startowałem z dobrą genetyką ani zdrowiem, dwa razy zerwane więzadło. Każdy z tych etapów przeszedłem sam. Wiem dokładnie, gdzie Cię zostawią, bo mnie tam zostawili.


Przez lata wmawiałem sobie, że jak nie wchodzi, to za mało chcę. Katowałem się pod idealnego siebie z poniedziałku i co piątek się rozsypywałem. Nikt nie ustawił mi tygodnia pod prawdziwe życie, tylko pod plan z kartki. A kartka nie wie, że w sobotę masz wesele.
Zanim wyślesz cokolwiek, możesz mnie sprawdzić za darmo: setki rolek i godziny gadania na Instagramie. To, co mówię tam, i to, co czytasz tu, to ten sam facet.
Te same niedziele bez napędu. Te same piątki, po których dochodzisz do siebie do środy. Ta sama „od poniedziałku”, coraz cichsza, i to samo ciche godzenie się, że tak już masz. Albo jedziesz w tym kółku dalej, albo raz sprawdzasz, gdzie ono się zaczyna.
Pytanie tylko, ile energii, wieczorów i wiary w siebie oddasz po drodze, jeśli dalej będziesz zgadywał.
Czytam je sam, a miejsc mam tyle, ile przeglądów dam radę przejść od deski do deski. Dlatego części facetów odmawiam.
Odpowiedzi czytam tylko ja. Nie trafiają do żadnego zespołu ani listy wysyłkowej i nie zapisujesz się przez nie na nic.
Formularz się nie ładuje? Otwórz ten sam formularz w nowej karcie.
Doczytałeś tu i dalej coś Cię blokuje? Nie wypełniaj na siłę. Napisz to jedno pytanie wprost na @hantleitalerz, odpowiem konkretnie, bez wciskania.
