Prowadzenie 1:1 · masz mnie 7 dni w tygodniuChcesz zrzucić brzuch i mieć energię do wieczora, ale co poniedziałek zaczynasz od nowa i do piątku to się sypie. Biorę Twój tydzień w całości i pokazuję, w którym dniu Ci pęka, często zanim sam to zauważysz.
Dla facetów 28-40, którzy zarabiają głową i nie odpuszczają weekendów. Trenujesz od lat, wracasz po przerwie albo dopiero zaczynasz.
Sprawdź, gdzie pęka mój tydzień →
Całe życie sceptycznie podchodzę do tych wszystkich coachy, trenerów. Ale na tyle zaprzyjaźniłem się z kontentem Michała, że postanowiłem spróbować. Pół roku, co mi szkodzi? Wydaję tyle w weekendy na imprezy.
Nie biorę każdego · ta strona robi za filtr
Jeśli już czujesz, że gramy o cały Twój tydzień, a kolejna rozpiska niczego tu nie załatwi, nie musisz czytać reszty.
Diagnoza tygodnia to 2-3 minuty. Czytam sam i w 24h piszę wprost: wchodzimy, najpierw inny krok, albo to nie ten moment.
Przejdź od razu do diagnozy →W skrócie: jak wygląda tydzień pod moim okiem · po czym poznaję, że pęka · kogo nie biorę
Z tych 168 godzin najwięcej zjada robota, potem sen, a na formę zostają resztki. Ty tak nie żyjesz jak plan z neta, więc przy pierwszym gorszym tygodniu on pęka. Dlatego ten tydzień ląduje u mnie w całości, a kolejność jest inna niż wszędzie:
Zaczyna się rano. Wstajesz na kawie, do 15:00 wrzucasz w siebie cokolwiek pod ręką, a o jedzeniu decydujesz wieczorem, kiedy w całej dobie zostało z Ciebie najmniej.
Pizza późnym wieczorem to tylko finał dnia, w którym nic porządnego nie wjechało. Zjedz konkretny obiad w środku dnia, a wieczór wygląda inaczej.
A z każdym „od poniedziałku" dopisujesz sobie ten sam dowód: znowu nie dowiozłem. Po latach kilogramy schodzą na drugi plan. Gorsze jest to, że przestajesz wierzyć własnemu słowu. Do tego dochodzi wstyd, który wchodzi bokiem: koszulka, która zostaje na Tobie w wodzie. Wyjście z tego jest jedno. I żadna kolejna rozpiska go nie ruszy.
Bartek nie był facetem bez dyscypliny. Ogarniał firmę, ludzi i terminy, których większość by nie udźwignęła. Tylko własna forma stała mu w miejscu od dwóch lat i był pewny, że to kwestia charakteru.
Otworzyłem jego tydzień dzień po dniu i charakter nie miał z tym nic wspólnego. Wszystko sypało się w jednym punkcie: w weekend. Sama sobota była najmniejszym zmartwieniem. Gorsze były dwa dni po niej, bo to one co tydzień kasowały robotę z pięciu.
Po pięciu tygodniach przyszła panika: „waga stoi, to nie działa". I tu zaczyna się to, za co ludzie mi płacą. Zamiast go pocieszać, otworzyłem resztę liczb. Waga faktycznie stała, ale pas zszedł o cały rozmiar paska, a na hantlach Bartek dźwigał już trzy razy więcej niż na starcie. Schodziło z niego co tydzień, tylko nie tam, gdzie patrzył.
Powiedziałem mu wprost, że waga puści sama, bez zmiany choćby jednej rzeczy, i podałem konkretny tydzień. Puściła dokładnie wtedy.
Dziś, po pięciu dniach poza planem na wyjeździe, umiem mu powiedzieć z góry, na jakiej wadze wyląduje w następny wtorek. I trafiam, bo czytam jego tydzień od pięciu miesięcy.
To właśnie kupujesz: kogoś, kto patrzy na Twój tydzień i widzi, co się wydarzy, zanim to się wydarzy. Rozpiskę z kaloriami pobierzesz w minutę za darmo.
U Ciebie ten jeden punkt leży gdzie indziej. Może w weekendzie, może w tygodniu bez snu, może w jednej porze posiłków. Nie zgaduję którym. Otwieram Twoje dane i pokazuję palcem.
Kliknij moment, w którym najczęściej się sypiesz. Pokażę Ci od razu, co pod nim siedzi, tak jak rozkładam to co tydzień u podopiecznych.
Kliknij swój moment powyżej ↑
Ponad 1200 facetów wypełniło moją diagnozę i wracają w niej te same zdania. Cytaty w kartach niżej są ich, nie moje.
U Bartka pękał weekend. U Ciebie ten jeden element to zwykle sen albo jedzenie w złych godzinach. Poniżej sześć miejsc, w których najczęściej się sypie. Otwórz swój, zobacz co z nim robimy i co mierzę co tydzień.
Mam niską energię i zjazdy w ciągu dnia, po południu zostaje ze mnie mokra szmata.
+Co robimy. Ten popołudniowy zjazd to nie kwestia silnej woli. Składa się na niego cały dzień: co i o której jadłeś, jak spałeś, ile stresu zebrałeś od rana. Bierzemy energię od podstaw: sen, jedzenie o właściwych porach, kroki, trening. Koniec z łataniem tego kawą co dwie godziny.
Co mierzymy. Energię rano i po południu, godziny zjazdów, jakość snu, ile kawy naprawdę potrzebujesz.
Do południa robię, po obiedzie głowa siada i nie skupię się na robocie, a z niej żyję.
+Co robimy. Ustawiamy sen, jedzenie i rytm dnia tak, żeby głowa cięła ostro też po południu. Zarabiasz głową, traktujemy ją jak narzędzie pracy. Drugi najczęstszy ból w diagnozie, a nikt o nim głośno nie gada.
Co mierzymy. Ile godzin ciągniesz na pełnej głowie, o której siada, ile razy w tygodniu odpłynąłeś w prokrastynację.
Budzę się zmęczony, mimo że śpię normalnie, a jak polecę w weekend to nie śpię całą noc.
+Co robimy. Poprawiamy jakość snu i regenerację przez wieczór, jedzenie, trening i to, co robisz po ciężkim weekendzie. Mniej rozbicia rano, głębszy sen w nocy.
Co mierzymy. Jak się budzisz, długość i jakość snu, ile razy wstajesz w nocy, ile trwa powrót do formy po weekendzie.
Rano coraz częściej nie stoi, libido i motywacja leżą niżej niż powinny.
+Co robimy. Pracujemy nad libido przez sen, trening, jedzenie i suplementację dobraną pod badania z krwi. Nie diagnozuję i nie leczę. Ruszam wszystko naraz, żeby libido miało z czego wrócić.
Co mierzymy. Krew na wejściu i po drodze, żeby zobaczyć, co ciągnie Cię w dół. Co tydzień: poranne libido i czy chce Ci się rano w ogóle ruszyć.
Apetyt i głód po weekendzie rozwala mi jedzenie, a przy ciężkiej pracy ciężko cokolwiek trzymać.
+Co robimy. Ustawiamy jedzenie tak, że głód nie każe Ci podjadać do późna, ani po imprezie, ani w tygodniu zawalonym robotą. Wyciszamy objadanie zamiast walczyć z lodówką silną wolą. Plan dla etatu 9-17 u Ciebie nie zadziała.
Co mierzymy. Ile dni utrzymałeś plan w tygodniu i w weekend, siłę głodu, ile razy stres albo impreza rozwaliła jedzenie.
Trenuję, ale sylwetka stoi, i coraz mniej chce mi się patrzeć w lustro.
+Co robimy. Znajdujemy, gdzie utknęła sylwetka, i ruszamy ją z miejsca: mniej tłuszczu, więcej mięśni, z jedzeniem i krwią w tle. Rusza sylwetka, a z nią to, że przestajesz wciągać brzuch przy ludziach.
Co mierzymy. Obwody, wagę, siłę na głównych bojach, cotygodniowe zdjęcia sylwetki (widzę je tylko ja) i to, czy przestajesz unikać lustra.
Nie diagnozuję i nie leczę. Pracuję na jedzeniu, treningu, śnie, nawykach i suplementacji, a badania czytam po to, żeby nie strzelać w ciemno.
Jak to wygląda w praktyce, pokazuję niżej: Twój panel, Twoje badania, Twój cotygodniowy przegląd.
Dostajesz własny panel, złożony od zera pod Ciebie. Forma, paliwo, sen, krew i progres w jednym miejscu, koniec z grzebaniem po mailach.
Większość trenerów wysyła Ci arkusz w Excelu, który sam wypełniasz i którego nikt potem nie otwiera. Ten panel czytam ja, ręcznie, co tydzień.
⤢ powiększ
waga „stoi", a pas i tak zjechał ↑ dokładnie o tym mówię
Realne liczby jednego tygodnia, zanonimizowane. Każdy panel składam ręcznie pod jednego człowieka.
Tak u mnie wygląda słowo „prowadzenie".
Pierwsze dwa tygodnie to nie rekordy na ławce. Dostajesz rozpiskę 14 badań w dwóch pakietach, z instrukcją, kiedy je zrobić, żeby wyniki nie kłamały. Bo jak zrobisz je za wcześnie po mocnym weekendzie, część wyjdzie zawyżona i wprowadzi nas w błąd.
Co tydzień przechodzisz przez 12 obszarów, w tym libido, trawienie i to, jak długo głowa ciągnie. Waga pokazuje, że coś się rusza. Dopiero te liczby pokazują, dlaczego.
Na każdy przegląd dostajesz ode mnie pełną odpowiedź na piśmie, kilka akapitów pod Twój tydzień, a jedzenie przechodzę z Tobą dzień po dniu. Ostatnio podopieczny wpisał białko na 70% celu. Policzyłem za niego: prawie każdy dzień miał powyżej celu. W głowie miał, że odpuścił. Dane mówiły co innego.
⤢ powiększ
„Węgle wyszły 249 przy celu 275. Sam bilans jest git, ale paliwo siedzi nie tam, gdzie powinno. Magazynujesz je jako glikogen, a on zasila końcówkę sesji, czyli dokładnie te serie, na których stoisz najsłabiej."
„Grelina uczy się rozkładu Twojego dnia i wystawia głód pod godzinę, o której zwykle jesz, nie dlatego, że brakuje Ci energii. Dlatego ostatni posiłek przesuwamy na 20:30 i przez dwa tygodnie trzymamy równą godzinę."
„Waga stoi szósty tydzień. W tym samym czasie pas zszedł o 4 centymetry, tonaż na głównych bojach urósł o 19 procent, a głód spadł z 7 na 3. Gdybym patrzył tylko na wagę, powiedziałbym Ci, że nic się nie dzieje, i obaj byśmy się mylili."
To jeden fragment jednej odpowiedzi. Taką dostajesz co tydzień: kilka stron, czytane i pisane ręcznie, pod Twój tydzień.
Plan nie jest wyryty w kamieniu. Zarwana noc, stres, weekend mocniejszy, niż planowałeś? Wpisujesz to tak samo. Słaby tydzień mówi mi tyle samo, co dobry, czasem więcej.
Metoda · co tydzień to samo
U Bartka rozłożyłem jeden tydzień. Z Tobą powtarzam to co siedem dni, aż łapiesz to sam.
Badanie z Londynu (Lally, 2010) policzyło to na ludziach: średnio 66 dni, żeby jeden nawyk wszedł na automat, nie 21 z popularnego mitu. Dlatego jeden gorszy tydzień w środku niczego nie kasuje, a Ty potrzebujesz kogoś, kto przeprowadzi Cię przez całe okno, nie przez pierwszy zryw.
Kiedy skończymy
Nie robię z Ciebie robota, który zawsze śpi osiem godzin i nigdy nie tknie pizzy. Nadal trafi Ci się słaba noc, ciężki weekend, posiłek poza planem.
Różnica: jeden gorszy dzień nie robi już z tygodnia czterech dni rozjazdu. Wiesz, co odpuścić, co utrzymać i jak wrócić następnego dnia. Zostaje Ci mapa własnego tygodnia.
Publiczne oceny w Google, każda przy prawdziwym profilu. Faceci, którzy weszli i zrobili robotę. Wejdź i sprawdź każdego sam.
Współpracowałem przez 3 miesiące i mogę z czystym sumieniem polecić go każdemu. Schudłem 14 kg, ale co najważniejsze, nauczyłem się bardzo dużo o treningu i odżywianiu. Wszystko dopasowane indywidualnie, bez presji i bez magicznych metod.
Michał to osoba, której jak zaufasz poprowadzi ciebie na szczyt. Współpracując z nim udało mi się w 5 miesięcy zbudować 10 kg masy mięśniowej, co uważam za wielki sukces. Bez presji przygotuje ciebie pod cel, który sobie obierzesz.
To ściana opinii prosto z Google, każda wisi publicznie przy profilu.
Nie same zdjęcia. Widzisz, co ruszyło wynik.
„Pierwszy raz forma nie walczy z moim życiem. Dwa lata się odbijałem, a tu po prostu zaczęło wchodzić."
Posłuchaj człowieka, który był w Twoim miejscu
Przed
Po
Przed
Po
Przed
PoTrzy z 180+ historii. Twarze zasłonięte na ich prośbę, pełne opinie z imienia i nazwiska masz w Google i w wiadomościach.
Waga to wynik na samym końcu. A faceci, z którymi pracuję, mówią mi po drodze coś, co znaczy więcej.
„Pierwszy weekend, po którym nie zacząłem w poniedziałek od zera."
Weekend przestał kasować tydzień„Przyszedł gorszy dzień i nie zniknąłem na miesiąc. Wróciłem następnego dnia."
Jeden gorszy dzień to nie koniec„W końcu wiem, czemu o 22 ciągnęło mnie do lodówki. Latami myślałem, że jestem po prostu za słaby. Gówno prawda, to był rozjechany dzień."
Wiadomo, gdzie pękasz„O 15:00 przestałem odpływać w kawę i telefon. Głowa po obiedzie w końcu ciągnie jak przed nim, a z niej żyję."
Zjazd po południu zniknąłTak mówią, kiedy puszcza to, co latami trzymało ich w miejscu.
Jak coś nie wchodziło, słyszałem to samo co Ty: za mało chcesz. Wygodne, bo zdejmuje winę z trenera i wiesza ją na kliencie. I najczęściej nieprawdziwe.
9 lat przy tym · 180+ podopiecznych 1:1 · działasz ze mną, nie z asystentem
Zapłaciłem za programy u pięciu trenerów z „topki" i prawie dwa lata siedziałem po drugiej stronie ekranu, jako ich podopieczny. Każdy dawał plan i znikał na weekend. Wiem dokładnie, w którym miejscu Cię zostawią, bo sam tam stałem.


Nie oceniam, co robisz w sobotę. Pytam co, ile i kiedy, i wpisuję to w plan.
Alkohol w sobotę, nieprzespana noc, wyjazd, używki na wyjściu. To nie znika, bo ktoś w rozpisce dopisał „unikać". Więc nie udaję, że tego nie ma. Biorę to w robotę i uczę Cię przez to przechodzić bez rozwalania całego tygodnia.
Ustawiam formę wokół Twojego weekendu, nie przeciw niemu. Alkohol usypia szybciej, ale rozbija drugą połowę nocy, więc po ośmiu godzinach wstajesz jak po czterech. Na to mam gotowe ruchy: co zjeść, jak ustawić sen i następny dzień, żeby wrócić do rytmu szybciej.
Nie imprezujesz? U mnie weekend to każde wybicie z rytmu: wyjazd, wesele, delegacja, kilka dni na oparach. Ten sam mechanizm, ta sama robota.
Niedziela, 9:30, po mocnej sobocie
Wiesz, co wrzucić w siebie i jak ustawić dzień, żeby głowa wróciła szybciej, a nie leżała do wtorku.
Poniedziałek po wyjściu
Nie ssie Cię na słodycze i śmieci przez trzy dni. Apetyt wraca do normy, zamiast Tobą rządzić.
Wybór „życie towarzyskie albo forma"
Znika. Wychodzisz z ekipą, robisz swoje, a forma i tak idzie do przodu.
Dzisiaj to Ty jesteś spinaczem. Nosisz plan od trenera, wyniki krwi od lekarza, dietę z neta, i sam próbujesz zgrać to, co każdy mówi osobno. Żaden z nich nie widzi Twojego weekendu, roboty po godzinach ani tego, jak jedno pociąga drugie.
Dietetyk pilnuje talerza. Trener pilnuje ławki. Ktoś od hormonów pilnuje jednego wyniku. Każdy ma rację w swoim wycinku i każdy odsyła Cię z kolejną kartką.
U mnie masz to pod jednym adresem: jedzenie, trening, sen, krew, hormony, weekend i Twoja robota pod presją, w jednej głowie i jednym planie. Nie latasz po gabinetach, nie tłumaczysz pięć razy tej samej historii, a wszystko rusza naraz od pierwszego tygodnia, nie po kolei.
W Polsce nikt nie spina formy, snu, hormonów, weekendu i roboty w jedno. A na końcu nie zostajesz z teczką sprzecznych planów, tylko z tym, że umiesz prowadzić siebie sam i przestajesz być facetem, który co pół roku tłumaczy się, czemu znowu nie wyszło.
Jedno i drugie widziałeś sto razy i dalej stoisz w miejscu. Bo to połowa roboty sprzedawana jako całość.
Plan to najmniejsza część roboty. Reszta to decyzje w trakcie tygodnia, kiedy życie przestaje pasować do kartki. I za to płacisz.
Zamiast „więcej dyscypliny" dostajesz sposób na tę jedną godzinę, w której do tej pory odpadałeś.
Nie udaję, że to dla każdego. Jak się nie łapiesz, lepiej dla nas obu, że dowiemy się teraz.
„Próbowałem już wszystkiego. Trenerzy, plany, ebooki. Czemu akurat u Ciebie ma wejść?"
Bo z tych wszystkich prób zostaje mapa tego, co u Ciebie nie zadziałało. Zaczynam od niej, nie od zera, i nie powtarzam błędów, które już masz za sobą.
Masz dość zaczynania od zera, umiesz działać, jak dostaniesz konkretny kierunek, i wolisz raz naprawić swój tydzień, niż piąty rok powtarzać „od poniedziałku".
Każdy sprzedawca formy obiecuje to samo, a potem się to nie sprawdza. Ja wolę powiedzieć wprost, gdzie są granice, żebyś kupował to, co dostajesz.
kraty w osiem tygodni
że najpierw ruszy sen, energia i głowa. Sylwetka idzie za tym, nie odwrotnie, zwykle od drugiego miesiąca.
że zrobię to za Ciebie
że dostajesz kierunek co tydzień, a w gorszy dzień masz do kogo napisać, zanim odpuścisz na miesiąc.
wagi lecącej równo w dół
że waga rusza się jako ostatnia. Najpierw stawiam to, co ją trzyma: sen, jedzenie o porach, głód pod kontrolą.
Ten rachunek nie przychodzi na konto, ale płacisz go co tydzień:
Żadnej „ceny po rozmowie handlowej". Widełki masz od razu. Po diagnozie ustalam, który model ma u Ciebie sens i za jaką kwotę. Zależy od tego, ile naprawdę dzieje się w Twoim tygodniu, nie od tego, ile zarabiasz.
Dla faceta, który sam wdraża ustalenia, ale potrzebuje spojrzenia z zewnątrz, żeby przez kolejne miesiące nie skręcać w złą stronę. Analiza i korekta kierunku co 14 dni.
Dla faceta, którego tydzień jest zmienny, a kilka problemów napędza się wzajemnie. Sprawdzamy się co 7 dni, jestem też w kontakcie pomiędzy, i szybciej reaguję na zmiany snu, pracy, weekendu i wyjazdów.
Pełną kwotę pod Twój przypadek dostajesz na piśmie po diagnozie, zanim cokolwiek zdecydujesz. Rozliczenie idzie miesiąc do miesiąca, raty równo, bez balonu na końcu. Pierwsze 30 dni sprawdza mnie, zanim wejdziesz na dobre.
Tańszy trener online rozlicza Cię z treningów albo z kalorii i na tym się kończy. U mnie płacisz za decyzje w trakcie tygodnia: co zrobić po nieprzespanej nocy, jak wrócić po weekendzie, kiedy słaby wynik to sprawa snu, a kiedy jedzenia. Dlatego kwota zależy od tego, jak często czytam Twój tydzień, a nie od liczby plików, które dostajesz.
Ile osób biorę
Maksymalnie 30 podopiecznych naraz, nie więcej. Każdy panel składam ręcznie pod jednego człowieka, więc powyżej tego przestaje być prowadzenie 1:1. Komplet znaczy komplet, nowi czekają na zwolnione miejsce.
Jeśli budżet nie gra
Nie wypełniaj tego formularza na siłę. Zrób bezpłatną diagnozę tygodnia i wróć, kiedy będzie Cię na to stać bez spinania budżetu.
Wchodzisz w robotę na dłużej i nie masz jak z góry sprawdzić, czy zagra. Dzielę to na dwie rzeczy, żebyś nie musiał wierzyć mi na słowo.
Pierwsze 30 dni: ruch albo zwrot.
Ruszamy, poznajesz, jak pracuję i jak wygląda kontakt. Sen, energię i wagę wpisujesz co tydzień w panel, więc „ruch" nie zależy od mojego widzimisię. Liczby są Twoje. Jak przez miesiąc żadna z nich nie drgnie, piszesz jedno zdanie i oddaję całą wpłatę. Bez przeciągania.
Dalej: gwarancja na twardy wynik.
Trzymasz swoją stronę, a wynik stoi w miejscu? Oddaję całą wpłatę. Co bierzemy za sukces i na jakich zasadach, spisujemy na wejściu. Dostajesz to na piśmie, zanim zapłacisz złotówkę, żeby nie było miejsca na „mnie się wydaje, że nie działa".
Pół roku swojej roboty i zwrot, jak nie dowiozę. Gdybym rozdawał plany, które nie działają, oddawałbym kasę w kółko i dawno bym się zwinął. Dlatego dobieram, kogo biorę, i jak już wchodzę w Twój tydzień, to na maksa.
Jedyny warunek po Twojej stronie: trzymać to, co ustalimy. Tyle. Wszystko spisane wprost, zero kruczków.
Pełne zasady, gwarancja i warunki rezygnacji → /zasady
Publiczne, spisane wprost. Przeczytaj przed, nie po.
Podpisuję to imieniem.MichałMoże. Tylko ostatnie miesiące tego nie potwierdzają, bo nie zdiagnozujesz tygodnia, w środku którego siedzisz po uszy. Sam pewnie kiedyś do tego dojdziesz, pytanie tylko, ile jeszcze miesięcy chcesz na to dać.
Odchudzanie przed trenerem to jak sprzątanie przed sprzątaczką. Przychodzisz z tym brzuchem i z tymi wynikami, one są punktem startu, nie egzaminem. Im wcześniej je widzę, tym mniej miesięcy zgadywania przed Tobą.
Nie. Żaden plik z neta nie wie, że masz wyjazd w sobotę i ciężki czwartek w robocie. Rozpiska to drugi krok. Najpierw naprawiam to, co Cię blokuje: sen, napięcie z roboty, skąd się bierze wieczorne ciągnięcie do lodówki. Ustaw to w tej kolejności, a rozpiska ma w końcu na czym stanąć.
Uczciwa obawa i najczęstsza. Dlatego pierwsze dni to nie rekordy, tylko badania i pierwszy tydzień na Twoich danych, wchodzisz w gotowy plan. A gdy przyjdzie gorszy tydzień, bo zawsze przychodzi, nie znikasz do poniedziałku, tylko wpisujesz go tak samo. Słaby tydzień to dla mnie dane, i z nich robię korektę. Nie wygrywasz liczbą idealnych dni. Wygrywasz tym, że w czwartek piszesz „sypnęło" zamiast zniknąć na miesiąc.
Zostaje między nami, w wiadomościach, i nie ma tu oceniania. Piszesz jak jest: ile, co, kiedy. Bez tego nie ustawię Ci powrotu po weekendzie, a to jest pół roboty. Im mniej ściemniasz, tym lepszy plan dostajesz.
Pięć minut dziennie z telefonu, rano przy kawie. Do tego Twoje treningi, zwykle cztery razy w tygodniu. Tyle. Reszta mieści się w Twoim normalnym dniu.
U części osób energia i sen ruszają w pierwszych tygodniach, u innych najpierw apetyt albo nastrój. Na wejściu ustalamy, który wskaźnik ma ruszyć pierwszy u Ciebie, żebyś wiedział, na co patrzeć. Sylwetka idzie za tym, zwykle w drugim miesiącu. Pełny wynik przychodzi później, bo tyle trwa, żeby został na lata.
Najlepiej siłownia. Da się w domu, tylko efekty idą wolniej. Jak masz dostęp do sprzętu, wyciągamy z tego więcej.
Przestawiamy plan na tryb minimum i wracasz do pełnego rytmu, jak wychodzisz na prostą. Wyjazdy i delegacje wliczam od startu, razem z tym, jak jeść i trenować w trasie.
Robisz je sam w zwykłej sieciówce, mówię dokładnie co zlecić. Zwykle wychodzi koło 300-500 zł, zależnie od labu i pakietu, raz na start i kontrolnie po drodze. Dzięki nim mam twarde dane, a nie zgaduję z rozpiski.
Da się, tylko mów o tym wprost. Nie odstawiam Ci leków i nie wchodzę w rolę lekarza. Układam jedzenie, trening i sen wokół tego, co bierzesz, a jak trzeba, dogadujesz to z lekarzem. Nie udaję, że plan zastąpi leczenie.
Będą kolejne niedziele bez napędu i piątki, po których wracasz do siebie dopiero w środę. Znowu obiecasz sobie poniedziałek, coraz ciszej, aż w końcu machniesz ręką, że już tak zostanie. Możesz tak jechać kolejny rok albo raz usiąść i sprawdzić, gdzie to się zaczyna.
Pytanie tylko, ile energii, wieczorów i wiary w siebie oddasz po drodze, jeśli dalej będziesz zgadywał.
Czytam je sam, bez płacenia, bez telefonu i bez zapisów na listę, a w 24 godziny masz ode mnie odpowiedź.
Odpowiedzi czytam tylko ja. Nie trafiają do żadnego zespołu ani listy wysyłkowej i nie zapisujesz się przez nie na nic.
Formularz się nie ładuje? Otwórz ten sam formularz w nowej karcie.
Doczytałeś tu i dalej coś Cię blokuje? Nie wypełniaj na siłę. Napisz to jedno pytanie wprost na @hantleitalerz, odpowiem konkretnie, bez wciskania.
