Prowadzenie 1:1 · 6 miesięcy · nabór otwartyZnajdę ten jeden moment, w którym co tydzień wszystko Ci się sypie, i naprawimy właśnie jego, nie kolejną rozpiskę.
Dla facetów 28-40, którzy ogarniają robotę i życie, a formę odbijają od każdego poniedziałku.
Sprawdź, gdzie pęka Twój tydzień →
Pierwszy krok · bez zobowiązań
Nie musisz teraz czytać całej strony.
Jeśli już czujesz, że problem siedzi w Twoim tygodniu, energii, hormonach albo weekendach, wypełnij 14 pytań. Reszta strony jest dla tych, którzy chcą doczytać, jak to działa.
Po odpowiedziach piszę wprost: wchodzimy, najpierw inny krok, albo to nie ten moment.
Wypełnij diagnozę tygodnia →Zaczyna się rano. Wstajesz na kawie, do 15:00 wrzucasz w siebie cokolwiek pod ręką.
Cały dzień w robocie spięty na maksa. Wracasz do domu wykończony, nic już w Tobie nie zostaje.
I dokładnie wtedy, najsłabszą wersją siebie w całej dobie, decydujesz o jedzeniu.
Myślisz, że problem to jedzenie. Ale pizza o 22:30 to tylko miejsce, w którym cały dzień bez porządnego posiłku w końcu Cię dopada. Gdybyś zjadł jak człowiek o 14, wieczór wyglądałby inaczej.
A z każdym „od poniedziałku" dopisujesz sobie ten sam dowód: znowu nie dowiozłem.
Po latach najgorsze nie są kilogramy. Najgorsze jest to, że przestajesz wierzyć własnemu słowu.
Trzeci dzień w robocie na najwyższych obrotach, telefon się urywa. W głowie jedno: byle dotrwać do weekendu. Trening, który miał dziś być, odpuszczasz, bo na niego nie zostało już z Ciebie nic. Problem nie leży w treningu, tylko w tygodniu, który zjadł Cię, zanim zdążyłeś się przebrać.
Wstajesz ciężki po sobocie, głowa nie rusza, nawet kawa już nie stawia Cię na nogi. Przelatuje myśl: od jutra się ogarnę. Poniedziałek jeszcze nie nadszedł, a Ty już dopisujesz sobie ten sam wpis co zawsze. Znowu odkładasz życie na wersję siebie, która dopiero ma nadejść.
Napięcie z całego dnia dalej siedzi Ci w barkach. Otwierasz lodówkę nie z głodu, tylko żeby to z siebie zdjąć. Wiesz, że nie chodzi o jedzenie. Ale w tej chwili to jedyny sposób, żeby to z siebie od razu zdjąć.
Tapnij. Zobacz, co pod tym siedzi.
Jeden z pięciu punktów, które sprawdzam. Resztę widzisz po 14 pytaniach formularza.
Jeden element pęka, a reszta nadrabia chaosem. Po cichu, dzień po dniu, aż w piątek zwalasz to na siebie.
A pękł Ci mechanizm, nie charakter.
Rano głód wali na maksa i to nie dlatego, że jesteś słaby.
Po zarwanej nocy rośnie grelina, czyli hormon głodu, i ciało domaga się szybkiej energii. Wieczorem to ono wygrywa, nie Ty. Za każdym razem.
Do 16:00 lecisz na kawie zamiast na jedzeniu, a organizm zapisuje ten dług.
Ściąga go po pracy, w najgorszym momencie dnia, kiedy nie masz już nic do oddania.
Wracasz spięty do granic, a jedzenie rozładowuje to najszybciej.
Kortyzol z całego dnia nie schodzi. Ty o tym wiesz. Twoje ciało wie to lepiej.
Trzy dni luzu kasują cztery dni roboty.
W poniedziałek startujesz pod kreską i nazywasz to brakiem silnej woli.
Nie diagnozuję i nie leczę.
Nie wychodź, nie pij, siedź w domu, odpuść wyjazd. Tyle słyszałeś od każdego z nich.
Tylko że Ty masz ekipę, piątki, delegacje i noce bez snu. Nie mieszkasz w laboratorium.
Więc każdy taki plan zdychał w sobotę. A Ty w poniedziałek startowałeś od zera, z tym samym zdaniem w głowie: nie umiem, jestem do dupy.
Piszą Ci „nie wychodź", bo tak jest im wygodniej.
Łatwiej zamknąć faceta w sterylnych warunkach i tam zrobić mu formę. Tylko co to za wyczyn siedzieć w domu na ryżu z kurczakiem i schudnąć?
Problem zaczyna się, kiedy wyjdziesz. Nie wiesz, jak się w tym ustawić, i cały efekt idzie w pizdu.
Brakuje im wiedzy, jak ogarnąć Ci ten weekend, więc wolą go zakazać. Wygodniej napisać „nie pij", niż nauczyć Cię wracać po sobocie bez trzydniowej cofki.
Obaj wiemy, że tego w prawdziwym życiu nie utrzymasz.
Ja robię odwrotnie. Uczę Cię to poukładać, żebyś nie musiał rezygnować z życia.
Sam tak żyję, regularnie wychodzę z ludźmi. Moi podopieczni też, i wyglądają lepiej niż większość, bo wiedzą, jak się w danej sytuacji zachować. Bo ich tego nauczyłem.
To jest ta różnica. Nie biorę Cię przez tydzień z reklamy, tylko przez Twój prawdziwy: z robotą, zmęczeniem, piątkiem, sobotą i delegacją w środku.
Robisz pełne badania, ja czytam je pod Ciebie i z nich układam jedzenie, trening i suplementację.
Nie pod ogólny szablon z neta, tylko pod to, co faktycznie pokazuje Twoja krew.
Potem tydzień w tydzień ruszamy pięć rzeczy naraz. Sen, hormony, libido, apetyt i sylwetkę. Bo to jeden układ, nie pięć osobnych tematów.
Padam o 23 wykończony, a budzę się o 3 z głową w trybie alert.
Co robimy. Układamy Ci wieczór i porę snu tak, żebyś spał głęboko, bo właśnie w głębokim śnie leci większość hormonu wzrostu.
Co mierzymy co tydzień. Jakość snu, jak długo zasypiasz, ile razy się budzisz, jak wstajesz po treningu.
Energia jest punktowa: kawa, kawa, kawa. Reszta dnia bez chęci do niczego.
Co robimy. Zbijamy Ci kortyzol i podnosimy testosteron przez sen, ruch, jedzenie i suplementy dobrane pod Twoje badania.
Co mierzymy co tydzień. Czy energia trzyma cały dzień bez zjazdów, napęd w skali 1-10, testosteron całkowity i wolny, SHBG i kortyzol z badań.
Wieczorem nie mam na nic siły ani ochoty. Myślałem, że to już wiek.
Co robimy. Odbudowujemy chęć i napęd u źródła, przez hormony, sen i regenerację, a nie na chwilę po kawie.
Co mierzymy co tydzień. Libido 1-10, napęd, chęć do ludzi i do roboty.
Jem mniej i tyję. Wieczorem i tak ląduję przy lodówce.
Co robimy. Rozkładamy Ci posiłki i białko równo na dzień, żeby cukier nie skakał, ciało wiedziało, kiedy dostanie jedzenie, a wieczór przestał być walką.
Co mierzymy co tydzień. Wieczorne ciągoty do lodówki, głód między posiłkami, cukier na czczo z badań, obwód w pasie.
Trenuję regularnie, a lustro stoi w miejscu.
Co robimy. Trening i jedzenie pod Twój tydzień, suplementacja pod panel. Gdy hormony i sen trzymają, sylwetka idzie sama.
Co mierzymy co tydzień. Obwody, waga, zdjęcia kontrolne, tempo progresji na treningu.
Nie diagnozuję i nie leczę. Pracuję na jedzeniu, treningu, śnie, nawykach i suplementacji, a badania czytam po to, żeby nie strzelać w ciemno.
Jedno i drugie widziałeś już sto razy i dalej stoisz w miejscu. Popatrz, czemu.
| Co dostajesz naprawdę | Gotowy plan z neta | Trener od samej techniki | Appka licząca kalorie | Ja · pełne 1:1 |
|---|---|---|---|---|
| Widzi cały Twój tydzień, nie sam trening | × | × | × | ✓ |
| Koryguje po gorszym dniu, zanim znikniesz na miesiąc | × | tylko na sali | × | ✓ |
| Ma plan na weekend i wyjścia, nie „od poniedziałku" | × | × | × | ✓ |
| Wie, czemu o 22:30 jesz z napięcia, nie z głodu | × | × | liczy, nie tłumaczy | ✓ |
| Bierze pod uwagę sen, stres i energię w dzień | × | czasem | × | ✓ |
| Uczy Cię prowadzić siebie samego po pół roku | × | × | × | ✓to zostaje |
Plan to jeden klocek. Cała reszta to to, co dzieje się między planem a Twoim prawdziwym życiem. Pod każdym elementem masz jasno: co dostajesz i co z tego zostaje z Tobą, kiedy już się nie widzimy.
Jak lecisz na kawie i dwóch przypadkowych posiłkach, nie zaczynamy od „jedz mniej", tylko od tego, żeby wieczór przestał być polem bitwy.
Uczę Cię: składać posiłek, który poprawia formę, w kilka minut z tego, co masz pod ręką, i wybierać na mieście tak, żebyś nie musiał wyciągać pudełka przy ludziach.
Pod to, ile masz czasu i jak się regenerujesz. Plan, którego nie wykonasz, to dekoracja.
Uczę Cię: robić krótki trening, który naprawdę buduje, bo liczy się bodziec i konsekwencja, nie czas spędzony w lustrze. Wchodzisz, robisz swoje, wychodzisz.
Tu sypie Ci się forma, nie na talerzu. Bierzemy te momenty na warsztat razem.
Uczę Cię: ustawiać minimum na tydzień, w którym mało śpisz, żeby gorszy sen nie kasował całej roboty. Wersja awaryjna na dni, kiedy jedziesz na oparach.
Wychodzisz, dajesz sobie luz, wracasz, i jeden weekend nie kasuje Ci miesiąca. Bez moralniaka i bez „a mówiłem".
Uczę Cię: wychodzić tak, żeby w poniedziałek nie dochodzić do siebie trzy dni. Plan na piątek z góry i jasny sposób na powrót do rytmu.
Nie „jak tam poszło". Konkret: gdzie się posypało. Sen, praca, weekend, za ciężki trening, jeden gorszy dzień, po którym zniknąłeś.
Uczę Cię: czytać własny tydzień, żebyś po pół roku znajdował te punkty sam i nie potrzebował już nikogo nad sobą.
Widzisz, jak to leci? Nie mówię „więcej dyscypliny". Pokazuję konkretny sposób na konkretny moment, w którym do tej pory odpadałeś.
Efekt na wadze jest miły, ale znika, kiedy wracasz do starych schematów. Dlatego przez te sześć miesięcy uczysz się czytać własny tydzień, żeby po współpracy nie potrzebować już nikogo nad sobą.
Po zarwanej nocy rano masz większy głód i krótszy lont. Wiesz, że to nie Twoja słabość, tylko hormon po nieprzespanej nocy, i masz gotowy ruch, zamiast walczyć z tym głodem aż do wieczora.
Nie czekasz z resetem do „od poniedziałku". Jeden luźniejszy wieczór przestaje kasować Ci cały tydzień, bo wracasz do rytmu od razu.
Wiesz, jak zjeść na oko i jak ustawić minimum, kiedy mało śpisz albo brakło czasu. Bez appki i bez wagi. Odpuszczasz jeden element, nie cały tydzień.
To zostaje z Tobą, kiedy już się nie widzimy. Za to płacisz najbardziej.
Po pół roku ze mną
Do tego dostajesz mapę własnego tygodnia: wiesz, gdzie zwykle odpadasz i jak wracać bez zaczynania od zera.
Jak to leci co tydzień
Piszemy w DM na Instagramie przez całe pół roku. Masz mnie w kieszeni siedem dni w tygodniu, bez umawiania się na godzinę.
Co tydzień piszę pierwszy, z korektą pod to, co faktycznie zrobiłeś. Nie „jak poszło", tylko konkret, gdzie poprawić.
Bez umawiania się na godzinę. Jestem w wiadomościach, kiedy tego potrzebujesz. Sześć miesięcy spokojnej roboty tydzień po tygodniu, nie 12-tygodniowy sprint, po którym wszystko wraca.
Większość sprzedaje 12-tygodniowy zryw na szybko i po nim wracasz dokładnie tam, gdzie byłeś.
Ja daję Ci sześć miesięcy nie dlatego, że tyle trwa efekt. Formę zrobimy szybciej.
Tyle trwa, żeby nowy tydzień wszedł Ci w krew tak, że po zakończeniu prowadzisz się sam. Ma zostać na lata, nie do wakacji.
Współpraca 1:1
Wszystko w wiadomościach, bez umawiania się na sztywną godzinę. Patrzymy na cały tydzień, korygujemy na bieżąco.
Zbieramy dane z tygodnia: trening, jedzenie, sen, energia. Widzę, gdzie forma stoi, zanim cokolwiek zmienimy.
Ułożone pod Twój tryb życia, nie odwrotnie. Wyjścia i weekend zostają, układamy je w tydzień.
Co tydzień piszę pierwszy z korektami. Waga stoi, sen krótki, trening ciężki, reagujemy, zanim to urośnie.
Masz pytanie w środę wieczorem, piszesz. Wracam tego samego dnia. Bez czekania na kolejny termin.
Zgłaszasz
„Nie trzymam jedzenia wieczorem.”
Widać głębiej
Za mało jedzenia w dzień plus napięcie z pracy. Wieczorem organizm dopomina się o energię, którą powinien dostać sześć godzin wcześniej.
Pierwszy ruch
Większy posiłek między 13 a 15. Bufor na wieczór gotowy, zanim zrobisz się głodny i zmęczony.
Przykład, nie Twój wynik. Twoja diagnoza wygląda inaczej, bo inny jest Twój tydzień.
Żadnych anonimowych screenów z DM, które każdy sobie dorysuje w Canvie. Faceci, którzy weszli, zrobili robotę i zostawili ocenę publicznie w Google. Możesz wejść i sprawdzić każdego.
Całe życie sceptycznie podchodzę do tych wszystkich coachy, trenerów. Ale na tyle zaprzyjaźniłem się z kontentem Michała, że postanowiłem spróbować. Pół roku, co mi szkodzi? Wydaję tyle w weekendy na imprezy.
Michał to osoba, której jak zaufasz poprowadzi ciebie na szczyt. Współpracując z nim udało mi się w 5 miesięcy zbudować 10 kg masy mięśniowej, co uważam za wielki sukces. Bez presji przygotuje ciebie pod cel, który sobie obierzesz.
Współpracowałem przez 3 miesiące i mogę z czystym sumieniem polecić go każdemu. Schudłem 14 kg, ale co najważniejsze, nauczyłem się bardzo dużo o treningu i odżywianiu. Wszystko dopasowane indywidualnie, bez presji i bez magicznych metod.
Michał pomógł mi w rekompozycji. Tłuszcz w dół, a mięśnie nie tylko utrzymane przy redukcji, to jeszcze zbudowane. Kozackie myki, o których nigdy byś nie pomyślał, że zadziałają.
To nie trzy wybrane. To ściana tego, co faceci napisali sami, publicznie.
Pełna lista jest publiczna. Każda z imieniem i nazwiskiem. Wejdź i policz sam.
53 oceny 5.0 w Google →Nie same zdjęcia. Widać, co naprawdę ruszyło wynik.
„Pierwszy raz forma nie walczy z moim życiem. Dwa lata się odbijałem, a tu po prostu zaczęło wchodzić."
Posłuchaj człowieka, który był w Twoim miejscu
Przed
Po
Przed
Po
Przed
PoTrzy z 180+ historii. Twarze zasłonięte na ich prośbę, pełne opinie z imienia i nazwiska masz w Google i w wiadomościach. To konkretni ludzie, nie obietnica identycznego wyniku.
Przed
ten sam tydzień, inna struktura
Po
Waga to wynik na samym końcu. To są zdania, które słyszę po drodze od facetów, których prowadzę.
„Pierwszy weekend, po którym nie zacząłem w poniedziałek od zera."
Weekend przestał kasować tydzień„Przyszedł gorszy dzień i nie zniknąłem na miesiąc. Wróciłem następnego dnia."
Jeden gorszy dzień to nie koniec„W końcu wiem, czemu o 22 ciągnęło mnie do lodówki. Latami myślałem, że jestem po prostu za słaby. Gówno prawda, to był rozjechany dzień."
Wiadomo, gdzie pękaszTo nie są cuda. To znak, że odpadł schemat, przez który forma stała w miejscu mimo prób. Waga idzie za tym sama.
To nie jest dla każdego i nie udaję, że jest. Jak się nie łapiesz, lepiej dla nas obu, że dowiemy się teraz.
„Próbowałem już wszystkiego. Trenerzy, plany, ebooki. Czemu akurat u Ciebie ma wejść?"
Masz dość zaczynania od zera, umiesz działać, jak dostaniesz konkretny kierunek, i chcesz w końcu ogarnąć swoją formę, nie katować się jak mnich.
Ten rachunek nie przychodzi na konto, więc łatwo go olać. Ale płacisz go co tydzień, tylko nie widzisz przelewu.
Policz teraz ostatnie pół roku samych wyjść i wyjazdów. To budżet, który już wydałeś, tylko rozszedł się na piątki i nic z niego nie zostało. Tu zostaje.
Pół roku roboty 1:1 kosztuje więcej niż plik z neta. Nie udaję, że jest inaczej.
Tylko że nie płacisz za tabelkę. Płacisz za to, że ktoś usiądzie nad Twoim tygodniem i powie wprost, co zmienić i czemu akurat to.
Dokładną kwotę podaję po formularzu, bo u każdego wychodzi inaczej i nie strzelam na ślepo. Da się rozłożyć na raty.
Pierwsze 14 dni sprawdzasz mnie bez ryzyka: nie pasuje, oddaję całą wpłatę. A jak zostajesz, masz 180 dni na twardy wynik albo zwrot. Szczegóły niżej.
Wchodzisz w robotę na pół roku i nie masz jak z góry sprawdzić, czy zagra. Dzielę to na dwie rzeczy, żebyś nie musiał wierzyć mi na słowo.
Pierwsze 14 dni: pełny zwrot, bez tłumaczenia się.
Ruszamy, poznajesz, jak pracuję i jak wygląda kontakt. Jeśli w ciągu dwóch tygodni stwierdzisz, że to nie dla Ciebie, piszesz jedno zdanie i oddaję całą wpłatę. Nie pytam dlaczego. Masz dwa tygodnie, żeby sprawdzić mnie, zanim na dobre wejdziesz w temat.
Dalej: 180 dni na twardy wynik.
Na wejściu spisujemy dwie rzeczy. Co Ty robisz: raport raz w tygodniu, trening i jedzenie, które rozpisuję Ci krok po kroku. I jaki wynik bierzemy za sukces, twardo: pomiary, zdjęcia, plus energia i sen w skali, którą i tak śledzimy co tydzień.
Trzymasz swoją stronę, a po 180 dniach wynik stoi w miejscu? Oddaję całą wpłatę. Cel spisany z góry w liczbach, więc nie ma miejsca na „mnie się wydaje, że nie działa".
Jedyny warunek po Twojej stronie: trzymać to, co ustalimy. Tyle. Bez gwiazdki, bez kruczków.
Podpisuję to imieniem. Michał.Może. Pytanie, czy ostatnie miesiące to potwierdzają. Trudno zdiagnozować tydzień, w środku którego siedzisz po uszy.
Nie. Żaden plik z neta nie wie, że masz wyjazd w sobotę i ciężki dzień w robocie w czwartek. Ja wiem, bo czytam Twój tydzień co tydzień. Plan pobierzesz w minutę, tylko za rok wrócisz tu z dokładnie tym samym ciałem.
Właśnie dlatego robimy to pod brak czasu, nie pod idealne życie. Z wersją minimum na gorsze dni.
Uczciwa obawa. Dlatego nie robimy planu pod idealnego Ciebie z poniedziałku, tylko pod prawdziwego Ciebie z pracą, stresem i weekendem.
I dobrze. Chodzi o to, żebyś umiał się w tym poruszać sam, nie o zakazy. Masz umieć wyjść, zjeść poza planem i wrócić bez trzydniowej cofki.
Rozumiem. Tylko że pękasz nie na callu raz w miesiącu, a w środę o 22:30 i w sobotę wieczorem. Jestem w wiadomościach dokładnie w tych momentach, w których pękasz, i reagujesz od razu, nie tydzień później.
Raport 5 minut. Trening godzina, 4 razy w tygodniu. Tyle. Reszta dzieje się w Twoim normalnym dniu, nie na dodatkowych godzinach.
Najlepiej siłownia. Da się w domu, tylko efekty idą wolniej. Jak masz dostęp do sprzętu, wyciągamy z tego więcej.
Da się. Wyjazdy wliczam w plan, nie są wymówką. Ogarniamy, jak jeść i trenować w trasie i jak wrócić bez cofki.
Masz mnie w wiadomościach cały czas, piszesz i się dzieje. Raz w tygodniu raport: podsumowujemy miniony tydzień i ustawiamy następny. Bez umawiania się na godzinę.
Może masz plan, może nie. Może znasz każdą zasadę, może żadnej. Tak czy tak, jak coś nie wchodzi, w głowie leci to samo: za mało chcesz, no nie?
Dziś wiem, że to za płytkie. Nikt nie odpada w teorii. Odpadasz w konkretnej godzinie: po pracy z pustym bakiem, w piątek po robocie, w niedzielę rano po sobocie.
9 lat przy tym · 180+ procesów 1:1 · działasz ze mną, nie z asystentem
Zapłaciłem za programy u pięciu trenerów z „topki". Prawie dwa lata po drugiej stronie ekranu, jako ich podopieczny.
Każdy dawał plan i zostawiał mnie z weekendem. Widziałem od środka, co u nich robiło robotę, a co było fasadą na pokaz. Co miało sens, przebudowałem pod siebie. Resztę wywaliłem.
Nie startowałem z dobrą genetyką ani zdrowiem, dwa razy zerwane więzadło. Każdy z tych etapów przeszedłem sam. Wiem dokładnie, gdzie Cię zostawią, bo mnie tam zostawili.




Przez lata wmawiałem sobie, że jak nie wchodzi, to za mało chcę. Katowałem się pod idealnego siebie z poniedziałku i co piątek się rozsypywałem.
Za długo mi zeszło, zanim skumałem prostą rzecz: nikt nie ustawił mi tygodnia pod prawdziwe życie, tylko pod plan z kartki. A kartka nie wie, że w sobotę masz wesele.
To, czego żaden z tej piątki mi nie dał: robotę na weekendzie, wyjściu i gorszym dniu, zanim znikniesz. Panel krwi na wejściu, żeby ustawiać sen, apetyt i libido od środka, a nie zgadywać z rozpiski. I gotowy sposób na powrót po nawaleniu, żeby jeden weekend nie kasował miesiąca. Zbudowane od zera na własnych błędach, nie przepisane z cudzego kursu.
Te same niedziele bez napędu, te same piątki, które kasują Ci cały tydzień. Albo dalej w tym kółku, albo inaczej.
Pytanie nie brzmi, czy te sześć miesięcy minie. Minie tak czy tak. Pytanie brzmi, jak będziesz wyglądał, kiedy się skończą, i ile jeszcze zapłacisz za dalsze zgadywanie.
Czytam je sam, nie żaden asystent, i w dobę wracam wprost, czy widzę sens współpracy.
