Prowadzenie 1:1 · 6 miesięcy · nabór otwartyZnajdę ten jeden moment, w którym co tydzień tracisz ster, i naprawimy właśnie jego, nie kolejną rozpiskę.
Dla facetów 28-40, którzy ogarniają robotę i życie, a formę odbijają od każdego poniedziałku.
Sprawdź, gdzie pęka Twój tydzień →Po pół roku ze mną
Do tego dostajesz mapę własnego tygodnia: wiesz, gdzie zwykle odpadasz i jak wracać bez zaczynania od zera.
Jak to realnie leci
Piszemy w DM na Instagramie przez całe pół roku. Masz mnie w kieszeni siedem dni w tygodniu, bez umawiania się na godzinę.
Co tydzień piszę pierwszy, z korektą pod to, co faktycznie zrobiłeś. Nie „jak poszło", tylko konkret, gdzie poprawić.
Zero calli, zero Zoomów. Sześć miesięcy spokojnej roboty tydzień w tydzień, nie zryw na 12 tygodni.
Większość sprzedaje 12-tygodniowy „zrób fory" i oddaje Cię tam, gdzie byłeś. Ja daję Ci sześć miesięcy nie dlatego, że tyle trwa efekt. Formę zrobimy szybciej. Tyle trwa, żeby nowy tydzień wszedł Ci w krew tak, że po zakończeniu prowadzisz się sam. Spokojnie, bez presji, żeby zostało na lata, nie do wakacji.
Nie wychodź, siedź w domu, odpuść weekend. Tyle słyszałeś od każdego z nich. Tylko że Ty masz ekipę, masz piątki, masz wyjazdy. Nie mieszkasz w laboratorium. Więc każdy z tych planów zdychał w sobotę, a Ty w poniedziałek startowałeś od zera z kolejnym dowodem w głowie: nie umiem, jestem do dupy.
To jest ta różnica. Nie prowadzę Cię przez tydzień z reklamy. Prowadzę przez Twój prawdziwy. Z robotą, zmęczeniem, piątkiem i sobotą.
Zaczyna się rano. Wstajesz na kawie, do 15:00 wrzucasz w siebie cokolwiek pod ręką, cały dzień w robocie napięty jak struna. Wracasz wyżęty do zera. I dokładnie wtedy, najsłabszą wersją siebie, podejmujesz najważniejsze decyzje dnia o jedzeniu.
Myślisz, że problem to jedzenie. Wieczorem nie przegrywasz z pizzą. Przegrywasz z całym dniem bez bufora. Pizza to tylko miejsce, w którym ten dzień Cię w końcu dopada.
A z każdym „od poniedziałku" dopisujesz sobie ten sam dowód: znowu nie dowiozłem. Po latach najgorsze nie są kilogramy. Najgorsze jest to, że przestajesz wierzyć własnemu słowu. Że sam sobie już nie ufasz.
Tapnij. Zobacz, co pod tym siedzi.
Jeden z pięciu punktów, które sprawdzam. Resztę widzisz po 14 pytaniach formularza.
Jeden element pęka, a reszta nadrabia chaosem. Po cichu, dzień po dniu, aż w piątek wygląda to jak brak charakteru. Nie jest.
Rano głód wali na maksa i to nie dlatego, że jesteś słaby.
Po zarwanej nocy grelina, hormon głodu, idzie w górę, a ciało domaga się szybkiej energii. Tę bitwę wieczorem wygra. Zawsze.
Do 16:00 lecisz na kawie, a organizm zapisuje ten dług.
Ściąga go po pracy, w najgorszym momencie dnia, kiedy nie masz już nic do oddania.
Wracasz spięty do granic, a jedzenie rozładowuje to najszybciej.
Kortyzol z całego dnia nie schodzi. Ty o tym wiesz. Twoje ciało wie to lepiej.
Trzy dni luzu kasują cztery dni roboty.
W poniedziałek startujesz pod kreską i nazywasz to brakiem silnej woli.
Nie diagnozuję i nie leczę.
Jedno i drugie widziałeś już sto razy i dalej stoisz w miejscu. Popatrz, czemu.
| Co dostajesz naprawdę | Gotowy plan z neta | Trener od samej techniki | Appka licząca kalorie | Ja · pełne 1:1 |
|---|---|---|---|---|
| Widzi cały Twój tydzień, nie sam trening | × | × | × | ✓ |
| Koryguje po gorszym dniu, zanim znikniesz na miesiąc | × | tylko na sali | × | ✓ |
| Ma plan na weekend i wyjścia, nie „od poniedziałku" | × | × | × | ✓ |
| Wie, czemu o 22:30 jesz z napięcia, nie z głodu | × | × | liczy, nie tłumaczy | ✓ |
| Bierze pod uwagę sen, stres i energię w dzień | × | czasem | × | ✓ |
| Uczy Cię prowadzić siebie samego po pół roku | × | × | × | ✓to zostaje |
Efekt na wadze jest miły, ale znika, kiedy wracasz do starych schematów. Dlatego przez te sześć miesięcy uczysz się czytać własny tydzień, żeby po współpracy nie potrzebować już nikogo nad sobą.
Po gorszej nocy rano masz większy głód i krótszy lont. Rozpoznajesz to i wiesz, co z tym zrobić, zamiast dać się temu zjeść.
Nie czekasz z resetem do „od poniedziałku". Jeden luźniejszy wieczór przestaje kasować Ci cały tydzień, bo wracasz do rytmu od razu.
Wiesz, jak zjeść na oko i jak ustawić minimum, kiedy mało śpisz albo brakło czasu. Bez appki i bez wagi. Odpuszczasz jeden element, nie cały tydzień.
To zostaje z Tobą, kiedy już się nie widzimy. Za to płacisz najbardziej.
To nie jest dla każdego i nie udaję, że jest. Jak się nie łapiesz, lepiej dla nas obu, że dowiemy się teraz.
„Próbowałem już wszystkiego. Trenerzy, plany, ebooki. Czemu akurat u Ciebie ma wejść?"
Masz dość zaczynania od zera, umiesz działać, jak dostaniesz konkretny kierunek, i chcesz odzyskać ster nad formą, nie żyć jak mnich.
Plan to jeden klocek. Cała reszta to to, co dzieje się między planem a Twoim prawdziwym życiem. Tam wygrywasz albo przegrywasz.
Jak lecisz na kawie i dwóch przypadkowych posiłkach, nie zaczynamy od „jedz mniej". Zaczynamy od tego, żeby wieczór przestał być polem bitwy.
Pod to, ile masz czasu i jak się regenerujesz. Plan, którego nie wykonasz, to nie plan. To dekoracja.
Tu sypie Ci się forma, nie na talerzu. Bierzemy te momenty na warsztat razem.
Wychodzisz, dajesz sobie luz, wracasz, i jeden weekend nie kasuje Ci miesiąca. Bez moralniaka i bez „a mówiłem".
Nie „jak tam poszło". Konkret: gdzie uciekło wykonanie. Sen, praca, weekend, za ambitny trening, jeden gorszy dzień, po którym zniknąłeś. Znajduję to i mówię wprost.
Znam tę listę na pamięć, bo słyszę ją co tydzień. Każdy z tych oporów ma rozwiązanie i to jest dokładnie to, czego Cię uczę.
Nie chce Ci się gotować.
Nauczę Cię składać posiłek, który naprawdę poprawia formę, w kilka minut, z rzeczy, które masz pod ręką. Bez odmierzania każdego liścia i bez pięciu garów w niedzielę. Jedzenie ma się wpasować w Twój dzień, nie zabrać Ci wieczoru.
Zdychasz po każdym weekendzie.
Nauczę Cię wychodzić i dawać sobie luz tak, żeby w poniedziałek nie zbierać się trzy dni. Plan na piątek gotowy z góry i konkretna procedura powrotu, żeby jeden weekend nie kasował całego tygodnia.
Nie masz dwóch godzin na siłownię.
Nauczę Cię robić krótki trening, który naprawdę buduje, bo liczy się bodziec i konsekwencja, nie czas spędzony w lustrze. Wchodzisz, robisz swoje, wychodzisz. Trening ma się zmieścić w Twój tydzień, nie odwrotnie.
Śpisz mało i nie zawsze z wyboru.
Nauczę Cię ustawiać minimum na tydzień, w którym jesteś niewyspany, żeby gorszy sen nie kasował całej roboty. Wersja awaryjna na dni, kiedy jedziesz na oparach, zamiast odpuszczania wszystkiego.
Jesz na mieście, w biegu, na spotkaniach.
Nauczę Cię wybierać poza domem tak, żeby forma szła do przodu, a Ty nie musiał wyciągać pudełka przy ludziach. Prawdziwe życie, nie plan pod kogoś, kto je same posiłki z kuchni.
Widzisz, jak to leci? Nie mówię „więcej dyscypliny". Pokazuję konkretny sposób na konkretny moment, w którym do tej pory odpadałeś.
Współpraca 1:1
Bez calli i bez Zoomów. Piszemy w wiadomościach, patrzymy na cały tydzień, korygujemy na bieżąco.
Zbieramy dane z tygodnia: trening, jedzenie, sen, energia. Widzę, gdzie forma stoi, zanim cokolwiek zmienimy.
Ułożone pod Twój tryb życia, nie odwrotnie. Wyjścia i weekend zostają, układamy je w tydzień.
Co tydzień piszę pierwszy z korektami. Waga stoi, sen krótki, trening ciężki, reagujemy, zanim to urośnie.
Masz pytanie w środę wieczorem, piszesz. Wracam tego samego dnia. Bez czekania na kolejny termin.
Przed
ten sam tydzień, inna struktura
Po
Żadnych anonimowych screenów z DM, które każdy sobie dorysuje w Canvie. Faceci, którzy weszli, zrobili robotę i zostawili ocenę publicznie w Google. Możesz wejść i sprawdzić każdego.
Całe życie sceptycznie podchodzę do tych wszystkich coachy, trenerów. Ale na tyle zaprzyjaźniłem się z kontentem Michała, że postanowiłem spróbować. Pół roku, co mi szkodzi? Wydaję tyle w weekendy na imprezy.
Michał to osoba, której jak zaufasz poprowadzi ciebie na szczyt. Współpracując z nim udało mi się w 5 miesięcy zbudować 10 kg masy mięśniowej, co uważam za wielki sukces. Bez presji przygotuje ciebie pod cel, który sobie obierzesz.
Współpracowałem przez 3 miesiące i mogę z czystym sumieniem polecić go każdemu. Schudłem 14 kg, ale co najważniejsze, nauczyłem się bardzo dużo o treningu i odżywianiu. Wszystko dopasowane indywidualnie, bez presji i bez magicznych metod.
Michał pomógł mi w rekompozycji. Tłuszcz w dół, a mięśnie nie tylko utrzymane przy redukcji, to jeszcze zbudowane. Kozackie myki, o których nigdy byś nie pomyślał, że zadziałają.
Pełna lista jest publiczna. Każda z imieniem i nazwiskiem. Wejdź i policz sam.
53 oceny 5.0 w Google →Nie same zdjęcia. Widać, co naprawdę ruszyło wynik.
„Pierwszy raz forma nie walczy z moim życiem. Dwa lata się odbijałem, a tu po prostu zaczęło wchodzić."
Posłuchaj człowieka, który był w Twoim miejscu
Przed
Po
Przed
Po
Przed
PoTrzy z 180+ historii. Każdy zaczynał od tego samego formularza, który masz teraz przed sobą. To konkretni ludzie, nie obietnica identycznego wyniku.
Waga to wynik na samym końcu. To są zdania, które słyszę po drodze od facetów, których prowadzę. Po nich wiem, że ruszyło na serio, nie na dwa tygodnie.
„Pierwszy weekend, po którym nie zacząłem w poniedziałek od zera."
Weekend przestał kasować tydzień„Przyszedł gorszy dzień i nie zniknąłem na miesiąc. Wróciłem następnego dnia."
Jeden gorszy dzień to nie koniec„W końcu wiem, czemu o 22 ciągnęło mnie do lodówki. To nie był brak silnej woli."
Wiadomo, gdzie ucieka kierownicaTo nie są cuda. To znak, że odpadł schemat, przez który forma stała w miejscu mimo prób. Waga idzie za tym sama.
Zgłaszasz
„Nie trzymam jedzenia wieczorem.”
Widać głębiej
Za mało jedzenia w dzień plus napięcie z pracy. Wieczorem organizm dopomina się o energię, którą powinien dostać sześć godzin wcześniej.
Pierwszy ruch
Większy posiłek między 13 a 15. Bufor na wieczór gotowy, zanim zrobisz się głodny i zmęczony.
Przykład, nie Twój wynik. Twoja diagnoza wygląda inaczej, bo inny jest Twój tydzień.
Ten rachunek nie przychodzi na konto, więc łatwo go olać. Ale płacisz go co tydzień, tylko nie widzisz przelewu.
Policz teraz ostatnie pół roku samych wyjść i wyjazdów. To budżet, który już wydałeś, tylko rozszedł się na piątki i nic z niego nie zostało. Tu zostaje.
Pół roku roboty 1:1 to nie jest koszt gotowego planu z internetu i nie udaję, że jest. Nie płacisz za tabelkę. Płacisz za to, że ktoś usiądzie nad Twoim tygodniem i powie wprost, co zmienić i czemu akurat to. Dokładną kwotę podaję po formularzu, bo u każdego jest inaczej i nie strzelam na ślepo. Można rozłożyć na raty.
Co normalnie rozbijasz na pięć osób
Żeby ogarnąć to sam, chodzisz od kogoś od jedzenia, przez kogoś od treningu, po kogoś od snu, badań i regeneracji. Każdy widzi swój wycinek i żaden nie widzi, że Twój czwartek o 22:30 pęka, bo weekend skasował poniedziałek.
Tu masz jednego faceta. Przez pół roku. Który patrzy naraz na trening, jedzenie, sen, napięcie i weekend, bo to jeden układ, nie pięć osobnych tabelek.
Pierwsze 14 dni sprawdzasz mnie bez ryzyka: nie pasuje, oddaję całą wpłatę. A jak zostajesz, masz 180 dni na twardy wynik albo zwrot. Szczegóły niżej.
Wchodzisz w robotę na pół roku i nie masz jak z góry sprawdzić, czy zagra. Dzielę to na dwie rzeczy, żebyś nie musiał wierzyć mi na słowo.
Pierwsze 14 dni: pełny zwrot, bez tłumaczenia się.
Ruszamy, poznajesz, jak pracuję i jak wygląda kontakt. Jeśli w ciągu dwóch tygodni stwierdzisz, że to nie dla Ciebie, piszesz jedno zdanie i oddaję całą wpłatę. Nie pytam dlaczego. Masz dwa tygodnie, żeby sprawdzić mnie, zanim na dobre wejdziesz w temat.
Dalej: 180 dni na twardy wynik.
Na wejściu spisujemy dwie rzeczy: co Ty robisz (raport raz w tygodniu, trening i jedzenie, które rozpisuję Ci krok po kroku) i jaki wynik bierzemy za sukces. Trzymasz swoją stronę, a po 180 dniach wynik stoi w miejscu? Oddaję całą wpłatę. Definicja sukcesu jest twarda z góry, w liczbach z pomiarów i zdjęć, więc nie ma miejsca na „mnie się wydaje, że nie działa".
Jedyny warunek po Twojej stronie: trzymać to, co ustalimy. Tyle. Bez gwiazdki, bez kruczków.
Sam ogarnę.
Może. Pytanie, czy ostatnie miesiące to potwierdzają. Trudno zdiagnozować tydzień, w środku którego siedzisz po uszy.
To pewnie zwykły plan.
Nie. Żaden plik z neta nie wie, że masz wyjazd w sobotę i ciężki dzień w robocie w czwartek. Ja wiem, bo czytam Twój tydzień co tydzień. Plan pobierzesz w minutę, tylko za rok wrócisz tu z dokładnie tym samym ciałem.
Nie mam czasu.
Właśnie dlatego robimy to pod brak czasu, nie pod idealne życie. Z wersją minimum na gorsze dni.
Boję się, że znowu nie dowiozę.
Uczciwa obawa. Dlatego nie robimy planu pod idealnego Ciebie z poniedziałku, tylko pod prawdziwego Ciebie z pracą, stresem i weekendem.
Nie chcę się katować.
I dobrze. Chodzi o sterowność, nie zakazy. Masz umieć wyjść, zjeść poza planem i wrócić bez trzydniowej cofki.
Wolałbym gadać na żywo, nie pisać.
Rozumiem. Tylko że pękasz nie na callu raz w miesiącu, a w środę o 22:30 i w sobotę wieczorem. Jestem w wiadomościach dokładnie tam, gdzie ucieka Ci kierownica, i reagujesz w momencie, nie tydzień później.
Raport 5 minut. Trening godzina, 4 razy w tygodniu. Tyle. Reszta dzieje się w Twoim normalnym dniu, nie na dodatkowych godzinach.
Najlepiej siłownia. Da się w domu, tylko efekty idą wolniej. Jak masz dostęp do sprzętu, wyciągamy z tego więcej.
Da się. Wyjazdy wliczam w plan, nie są wymówką. Ogarniamy, jak jeść i trenować w trasie i jak wrócić bez cofki.
Masz mnie w wiadomościach cały czas, piszesz i się dzieje. Raz w tygodniu raport: podsumowujemy miniony tydzień i ustawiamy następny. Bez calli.
Może masz plan, może nie. Może znasz każdą zasadę, może żadnej. Tak czy tak, jak coś nie wchodzi, słyszysz w głowie: za mało chcesz, no nie? Dziś wiem, że to za płytkie. Ludzie nie odpadają w teorii. Odpadają w konkretnych momentach: po pracy, po stresie, w piątek, w niedzielę, w poniedziałek rano.
9 lat przy tym · 180+ procesów 1:1 · działasz ze mną, nie z asystentem
Zapłaciłem za programy u pięciu trenerów z „topki". Prawie dwa lata po drugiej stronie ekranu, jako ich podopieczny. Każdy dawał plan i zostawiał mnie z weekendem. Widziałem od środka, co u nich naprawdę działało, a co było fasadą na pokaz. Co miało sens, zbudowałem od nowa pod siebie. Resztę wywaliłem. Nie zaczynałem z dobrą genetyką ani zdrowiem, dwa razy zerwane więzadło. Każdy z tych etapów przeszedłem sam. Wiem dokładnie, gdzie Cię zostawią, bo mnie tam zostawili.




Te same niedziele bez napędu, te same piątki, które kasują Ci cały tydzień. Albo dalej w tym kółku, albo inaczej.
Pytanie nie brzmi, czy te sześć miesięcy minie. Minie tak czy tak. Pytanie brzmi: gdzie wstaniesz, jak się skończą, i ile jeszcze kosztuje Cię zgadywanie.
Czytam je sam, nie żaden asystent, i w dobę wracam wprost, czy widzę sens współpracy.
